niedziela, 26 czerwca 2011

"Plastusiowa mama. Wspomnienia o Marii Kownackiej"

Państwowy Instytut Wydawniczy wypuścił ostatnio kilka ciekawych tytułów, które zainteresują z pewnością miłośników biografii i wspomnień. Mam przed sobą jeden z nich „Plastusiowa mama. Wspomnienia o Marii Kownackiej”. Zainteresowałam się książką, bo właściwie tak naprawdę do tej pory niewiele wiedziałam o autorce Plastusia.  Teraz wiem już  znacznie więcej, choć książka pozostawiła we mnie trochę sprzeczne uczucia. Przede wszystkim jest to wybór wspomnień o Kownackiej, właściwie pozbawionych komentarza od redaktora. Od razu wpadamy w różnie napisane i zredagowane – jak różni są ludzie wspominający autorkę – wspomnienia osób z rodziny, redaktorów, przedszkolanek, przyjaciół. Brakowało mi na początku książki jakiejś rozbudowanej notki biograficznej, która porządkowałaby fakty, siłą rzeczy fragmentarycznie i subiektywnie odbite w pamięci innych. Mało tego, ze wspomnień wyłania się bardzo niejednoznaczny obraz pisarki dla dzieci: z jednej strony kobiety bardzo oddanej rodzinie, hojnej, zawsze gotowej do pomocy,  z drugiej zaś egocentrycznej, zmiennej, kapryśnej i wymagającej. Wiem, że teraz jest moda na biografie „non fiction”  ale na Boga, niektóre komentarze ci zacni wspominacze – szczególnie z rodziny Kownackiej –  mogli sobie darować. Nieco łagodniej podchodzą do tematu jej przyjaciele i ludzie związani z branżą wydawniczą. W tych wspomnieniach jest dużo szacunku, podziwu dla kobiety z wielką pasją życia, społecznicy.  W książce znalazło się także kilkanaście listów pisanych do różnych osób. Zadziwia jej dożywotnia energia zarówno na polu pisarskim jak i społecznym. W jednym z listów pisze o problemach wydawniczych, walki o jedną ze szkół i... budowaniu swojego grobu! Schorowana i cierpiąca Kownacka zachowuje się tak, jakby śmierć miała być po prostu jeszcze jedną sprawą do załatwienia.
Obraz mamy Plastusia odbijający się w wielu wspomnieniach, jest niejednoznaczny, nie zawsze pozytywny ale na pewno fascynujący.
Brawa dla  PIW-u za ładną i przemyślaną oprawę graficzną oraz ciekawy i bogaty materiał ilustracyjny.

1 komentarz:

  1. "Plastusiowy pamiętnik" był niesamowity. A pani Kownacka już trochę zapomniana, dobrze że PIW sobie o niej przypomniał.

    OdpowiedzUsuń