sobota, 4 czerwca 2011

Roma Ligocka "Róża. Słowa i obrazy"

Brawo dla Wydawnictwa Literackiego za wydanie reprodukcji obrazów Romy. Brakowało takiego wydawnictwa. Do tej pory prace autorki widziałam jedynie w jej książkach (jako czarno-biały materiał ilustracyjny) i na okładkach książek. W tym obszernym wydawnictwie jest natomiast sporo udanych kolorowych reprodukcji. Malarstwo Romy – jak słowa – zachwyca i porusza. Ta specyficzna, charakterystyczna kreska, nienaturalnie duże, zawsze tak samo osadzone – jakby malowała wciąż jedną osobę –  oskarżające i przerażająco smutne oczy. Piękne, smukłe kobiety w różowych sukniach, białe jak anioły żydowskie panny młode. I subtelny erotyzm… Wszystko to fascynuje i czyni te prace niepowtarzalnymi. Dlatego nie mogłam nie kupić tego albumu. Zwłaszcza, że składa się on nie tylko z obrazów ale też z dokładnie wyselekcjonowanych fragmentów książek Romy. Ten drugi aspekt wydawnictwa wzbudził już we mnie uczucia mieszane. Nie wiem, czy dobrze zrobiło to słowom Romy. Niektóre fragmenty wytrzymują próbę fragmentu, niektóre tracą gdzieś puentę i sens. Niezrozumiały jest też dla mnie skład. Na nieparzystej stronie złożony nietypowo, choć interesująco, lewą chorągiewką, na parzystych znacznie mniej rzucającą się w oczy prawą. Trochę rażą za duże akapity i potwornie długie spacje, nie do końca jestem przekonana, czy użyte umyślnie czy po prostu tak wyszło.
Tak czy siak cieszę się, że mogłam trochę poobcować z malarstwem Romy a i przypomnieć sobie niektóre ulubione fragmenty. Dedykacja w albumie – pamiątka po spotkaniu na ostatnich targach, czyni dla mnie ten album bezcennym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz