sobota, 27 sierpnia 2011

Jostein Gaarder "Maja"

Nie wiem co napisać. Uwielbiam Gaardera – za permanentną fascynację światem, za nietypowe rozwiązania fabularne, za urocze lejtmotywy i za to wszystko czego nie znajduję w pozostałych książkach. Dlatego nie wiem co napisać, bo „Maja” mi się nie podobała. Owszem, znalazłam w niej to, do czego Gaarder przyzwyczaił już swoich czytelników: opowieść w opowieści, formę listu, dwóch narratorów, morze mądrych zdań o rzeczywistości i przede wszystkim mojego ukochanego Dżokera. Wciąż uważam „Przepowiednię Dżokera” za genialne dzieło, a samego Dżokera za jednego z moich ulubionych outsiderów, dlatego tym bardziej ucieszyłam się, że Gaarder rozwija w „Mai” jego postać. Mimo to książka wymęczyła mnie bardzo. Dla tych, którzy nie czytali zdradzę tylko pokrótce jej treść – choć ten proceder może się nie udać. Jeden z narratorów jest pisarzem, który spotyka przypadkiem geologa i wciąga się w rozmowę o ewolucji. Potem wchodzi w posiadanie długiego listu, który geolog wystosował do swojej żony, i który opowiada w owym liście ciągnącym się na ponad 300 stron o swoim pobycie na wyspie zmiany daty, oraz poznanej tam dziwnej i intrygującej parze. Po powrocie z wyspy spotyka się z ów parą raz jeszcze ale spotkanie to ma tragiczny finał. I… zaraz potem następuje posłowie od pisarza – posiadacza listu, który wyjaśnia prawdę o swoich postaciach i ich pierwowzorach a prawda ta różni się mocno od fikcji przedstawionej w liście. Ta dość oryginalna sztuczka nawet mi się podobała – książka nie tylko ma dwa finały, ale uświadamia też procesy twórcze i fikcyjność literatury. Zresztą kiedy już się przebrnie przez ten długi, sztuczny, toporny list – rozwiązanie zagadki tajemniczej pary jest dość fascynujące, choć również mocno sztuczne i wyestetyzowane. Motyw dżokera i jego umiejętność cofania się do przeszłości i swobodnego podróżowania w czasie również dość naiwna i mało przekonująca, jakby stworzona dla potrzeby wyjaśnienia wątku obrazów Goi – bo i taki (zgodnie z tytułem) się tu pojawi.  Tak jak napisałam – w warstwie fabularnej wszystkie książki Gaardera są fascynujące – „Maja” nie ustępuje choć razi sztucznością, ale w warstwie filozoficznej ta propozycja jest – w moim przekonaniu – nieudana. Nawet manifest pozostawiony na słynnych kartach z „Przepowiedni Dżokera” razi sztucznością, językiem tak poetyckim i przeestetyzowanym, że aż niezrozumiałym. Dodatkowo mam taką refleksję, jak odbierają tę powieść ci, którzy nie znają dobrze twórczości Norwega. Ja znam ją dość dobrze i dlatego chwytałam pewne rzeczy w lot, ale co myśli o książce osoba, która nie spodziewa się spotkania z Dżokerem. Jestem ciekawa waszych opinii. Może ktoś się nimi podzieli.

3 komentarze:

  1. "Maja" to jedna z moich ulubionych powieści Gaardera, chociaż obiektywnie mogłabym się zgodzić z Twoimi zarzutami. Zachwyciło mnie to, że po raz pierwszy ktoś napisał, to co ja myślę. Dosłownie, jakby siedział w mojej głowie. Wprowadzenie Dżokera i cała ta bajkowość drugiej połowy podobała mi się już nieco mniej, jakby książka dla dorosłych nagle zmieniła się w książkę dla dzieci. Nie pamiętam szczegółów niestety, bo czytałam ją pewnie 10 lat temu, więc nie wypowiem się co do języka itp. A "Przepowiednia dżokera" jest zdecydowanie najlepszą książką Gaardera wg mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ucieszyłam się widząc tą książkę u Ciebie. Maja czeka bowiem na moim regale i lada dzień miałam zamiar po nią sięgnąć. Jednak po przeczytaniu Twojej opinii mam pytanie, czy uważasz, że przed sięgnięciem po Maję powinnam zapoznać się bardziej z twórczością Gaardera, którego nie znam w ogóle?
    Będę wdzięczna za odpowiedź, a sama wypowiem się głębiej już po skończonej lekturze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lilybeth, cieszę się, że znalazłam entuzjastkę twórczości Gaardera!
    Ala, wydaje mi się, że na pewno pomogłaby wcześniejsza lektura "Przepowiedni Dżokera" i oswojenie się ze specyfiką książek Gaardera, bo Maja jakby wypływa z wielu źródeł jego twórczości a jest trudna do przełknięcia. Odczujesz też radość ze spotkania z Dżokerem w Mai a i nie przerażą Cię sztuczne dywagacje filozoficzne.

    OdpowiedzUsuń