czwartek, 29 września 2011

Maria Pruszkowska "O dwóch Wikingach i jednej Wikingowej"

Czy pamiętacie słynną już książkę „Przyślę panu list i klucz”? Na pewno pamiętacie. I chociaż w książce „O dwóch Wikingach i jednej Wikingowej” motyw szaleńczego czytania jest marginalny, na pewno nie bylibyście zawiedzeni. Pasję czytania zastępuje pasja podróży nadmorskich – ale wszystko to podane jest równie atrakcyjnie jak we wspomnianej powieści bibliofilskiej. Fabuła tej malej objętościowo powieści jest banalna. Małżeństwo za pieniądze otrzymane w spadku postanawia kupić jacht i wyruszyć w podróż do europejskich portów. Zabierają ze sobą znajomego i wyruszają w podróż życia. Narratorka książki (i jednocześnie uczestniczka rejsu) z niebywałym językowym humorem i kapitalną oceną faktów relacjonuje  przebieg podróży i przygody codziennego życia na jachcie. I chociaż książka roi się od anegdot wywołujących spazmatyczny śmiech czytelnika, źródłem humoru jest przede wszystkim język. Trzeba samemu go doświadczyć i spróbować. Ja polecam z całego serca, dla relaksu i zapomnienia. Ile to jeszcze perełek kryje się na zakurzonych, nieodwiedzanych półkach bibliotecznych? Warto tam czasem zaglądać…

poniedziałek, 26 września 2011

Jostein Gaarder "Vita brevis"

Po dziwnej „Mai” miałam lekki opór przed kolejnym spotkaniem z Gaarderem. Spodziewałam się następnej ciężkiej lektury a tymczasem… „Vita brevis” to list Florii Emilii do św. Augustyna. Pisany po latach list porzuconej konkubiny do szanowanego biskupa. Znakomite studium porzuconej kobiety, porzuconej – dodajmy – w imię wiary i świętości. Floria odwołuje się cały czas do „Wyznań św. Augustyna” i tego co jej dawny kochanek wysmarował na temat ich wieloletniego związku (Nie wierzę w Boga, który niszczy życie kobiety, aby zbawić duszę mężczyzny).  List napisany jest prostym, zrozumiałym językiem, pełnym odniesień do kultury śródziemnomorskiej (bardo dobrze zrobione przypisy, taka mała powtórka z filozofii i kultury antycznej). Na pewno jest to książka niezmiernie kontrowersyjna, zdradza poglądy religijne Gaardera, zdradza jego wątpliwości. To taka specyficzna polemika z „Wyznaniami św. Augustyna” a tym samym z prawdami kościoła. Warto przeczytać i wyrobić sobie opinię.
Oczywiście  Gaarder nie byłby sobą, gdyby nie włożył tekstu w typowe dla siebie ramy. Nie chodzi tylko o jego ulubioną formę listu, ale o metatekst o znalezieniu go  antykwariacie i dywagacjach o jego autentyczności.  Lubię te formalne fiksacje Gaardera.
Brawa należą się także niezdartemu w przybliżaniu polskiemu czytelnikowi twórczości Gaardera  - Wydawnictwu Jacek Santorski & CO. Książka jest specyficznie wydana. Format i oprawa (po zdjęciu obwoluty, którą przy moim egzemplarzu zdjął już inny czytelnik) przywodzą skojarzenie z modlitewnikiem. List umieszczony jest natomiast tylko na nieparzystych stronach. Parzyste wypełniają jedyne nierzucające się w oczy przypisy. Sam skład również przypomina teksty religijne. Ciekawy pomysł typograficzny.

środa, 21 września 2011

Neil Gaiman "Księga cmentarna"

„Koraliną” byłam zachwycona – i światem przedstawionym, i warstwą dydaktyczną. Przy „Księdze cmentarnej” – konsternacja. A lubię takie gotyckie, cmentarne tematy podane w tonacji buffo. Oj lubię. A jednak książka Gaimana wydaje mi się… straconym pomysłem. Bo pomysł wychowania małego żywego dziecka przez truposzy zasiedlających cmentarz, w dodatku truposzy o zróżnicowanych datach życia i zejścia z ziemskiego padołu łez, jest kapitalny i jakby nie do końca przez autora wyzyskany. Niby stanowi to źródło specyficznego humoru, ale można było ulepić z tego coś więcej. Pomysł odwrócenia konwencji jest oczywiście fajny i odważny w literaturze dla dzieci. Jeśli już czepić się dydaktyki książek Gaimana, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że oswaja ze śmiercią i atmosferą cmentarza, odważnie oswaja. Jest to też piękna opowieść o dojrzewaniu, o przywiązaniu, w finale zaś staje się uroczą, metaforyczną pochwałą… życia. Mimo to jakoś nie mogłam wejść w ten świat Nika, nie umiałam wyobrazić sobie fantastycznych postaci (Swija, ghuli itp.). Ten cały świat dziwnych pozaziemskich istot wydał mi się jakiś nieostry, bez uzasadnienia. Oczywiście to tylko moje zdanie, będą – są – miłośnicy tej książki. Czytałam ciekawą blogową recenzję (niestety nie pamiętam gdzie) w której autorka chwali książkę, ale gani banalne zakończenie. Mnie to akurat podobało się najbardziej. Tak bywa. Dlatego trzeba wyrobić sobie opinię osobistą lekturą…
Na koniec tych skarg i zażaleń dwa fajne cytaty, tłumaczące naturę książki:
Umarli cię nie zawodzą. Przeżyli już swoje życie, zrobili to co zrobili. My się nie zmieniamy, żywi natomiast zawsze zawodzą
Oraz bardzo mądre zdanie o akceptacji i miłości:
My, na cmentarzu, chcemy żebyś pozostał przy życiu. Chcemy żebyś nas zaskoczył i zawiódł, zdumiał i zadziwił. Wracaj do domu.

poniedziałek, 19 września 2011

Stanisław Grzesiuk "Boso, ale w ostrogach"


Kolejne spotkanie z przedwojenną Warszawą. Tyle że za sprawą Grzesiuka trafiłam tym razem do dzielnicy Czerniaków, zamieszkanej przez biedotę warszawską, rodziny robotników i młodzież wychowywaną przez ulicę, bójki i draki. Młody narrator – zbuntowany, choć w gruncie rzeczy dobry i ambitny nastolatek zaznajamia czytelnika ze specyficznym kodeksem postępowania i wartościami robotniczej młodzieży. Nie brakuje w książce plastycznych (momentami trochę nudnawych) opisów bójek, sposobów przetrwania. Książka nie pozbawiona jest humoru, szczególnie sytuacyjnego, dużo w niej anegdot, zrelacjonowanych prostym, codziennym językiem. Ogromną sympatię wzbudza narrator powieści, z całym zestawem specyficznych cech, tej uroczej buńczuczności, poczucia honoru za wszelką cenę, ale i poczucia przynależności do swojego środowiska. Bohater powieści przejdzie z całym tym zestawem cech wielką próbę podczas wojny. Na tyle przywiązałam się do barwnego młodzieńca, że aż mam ochotę przeczytać następne książki Grzesiuka i poznać jego dalsze losy.
Czytając książkę o przedwojennej młodzieży warszawskiej zdałam sobie jednak przede wszystkim sprawę jak niewiele się zmieniło w marginesowych środowiskach…

piątek, 16 września 2011

Narcyza Żmichowska "Poganka"

 
Sięgnęłam po „Pogankę” bo miałam w jej temacie zaległość ze studiów polonistycznych. A nadrobić chciałam ze względu na motyw  rozwinięty potem genialnie w ”Portrecie Doriana Greya”. Myślę tu oczywiście o obrazie Aspazji, która umiera w mękach gdy Beniamin pali jej portret. Aby jednak dowiedzieć się jak Żmichowska rozwiązała historię portretu, musiałam nieźle się namęczyć przy lekturze. Oj to już nie te czasy – bezbolesnego czytania najtrudniejszych płodów literatury polskiej i przedzieranie się przez poetykę kolejnych epok. Było, minęło. „Poganka” nie jest lekturą dla przyjemności, za dużo w niej programowości, za dużo zbyt kwiecistego języka, za dużo romantycznego „ducha”. Oczywiście postać demonicznej Aspazji jest fascynująca – jeśli spojrzy się na tę powieść w kontekście następnych epok, szczególnie Młodej Polski i w ogóle modernizmu – okazuje się zgrabną zapowiedzią późniejszych femme fatale. Beniamin jest natomiast dość zgrabnie ulepionym „przedwczesnym” dekadentem. Cóż więcej mogę napisać. Studentom polonistyki proponuję lektury nie opuszczać, bo warto na ten czas właśnie rozszerzyć nią konteksty interpretacyjne, dość bogate. Pozostałe przypadki sięgania po tę książkę skłonnam posądzić o czytelniczy masochizm.   

czwartek, 8 września 2011

Stefan Wiech Wiechecki "Cafe pod Minogą"

Książkę zapamiętałam z ciekawej recenzji nieaktualizowanego już (szkoda) bloga:
a potem znalazłam ją na półce bookcrossingowej i przypomniałam sobie o niej (i o recenzji). Główną wartością powieści (i źródłem humoru) jest bardzo naturalne zastosowanie gwary warszawskiej. Wspaniały, bogaty język – choćby dla niego warto sięgnąć po lekturę. Ale warto także po to, by prześledzić losy kilkunastu przesympatycznych warszawiaków, skupionych w takich czy innych okolicznościach wokół restauracji nazwanej szumnie „Cafe pod Minogą”. Jedną z najbardziej humorystycznych postaci jest pan Konfiteor – prowadzący naprzeciwko restauracji zakład pogrzebowy i określający ludzi przez pryzmat wielkości i jakości trumny, jaka się im kiedyś dostanie. Książka obfituje w wielu takich charakternych, zabawnych i pozytywnych bohaterów, którzy popadają w najróżniejsze małe i większe przygody i awantury dnia codziennego. Ale nie cały czas klimat książki jest prześmiewczy i beztroski. Kiedy wybucha wojna, przestaje być śmiesznie (przynajmniej na chwilę), pojawia się kilka dramatycznych scen i fragmentów. Bohaterowie nie tracą jednak fasonu, wciąż przeżywają rozmaite przygody, niejednokrotnie udaje im się też ośmieszyć czy oszukać okupanta. Nawet gdy słynna restauracja zostaje przez Niemców zrównana z ziemią, właściciele i przyjaciele wychodzą z opresji z werwą i humorem. Jednym słowem jest to pierwsza czytana przeze mnie książka, w której wojna i losy warszawiaków pokazane są niejako z przymrużeniem oka, trochę w krzywym zwierciadle. Choć tak jak pisałam, nie brakuje tu scen smutnych, sentymentalnych i patriotycznych.
Znakomita lektura, wartościowa językowo, napisana ze smakiem i zacięciem literackim.  

niedziela, 4 września 2011

Michael Ende "Nie kończąca się historia"

Klasyka wiecznie żywa. Sięgnęłam po tę przepastną powieść ze względu na motyw książki w książce. Zyskałam znacznie więcej. Pamiętam jakieś okruchy z filmu: białego smoka szczęścia, czy dramatyczną scenę zatonięcia konia w Bagnach Smutku. Dość wybiórczo. Pomyślałam więc, że uporządkuję sobie tę historię. Zachwyciło mnie bogactwo fantastycznych postaci i światów, pomysłowość autora w tworzeniu kolejnych i kolejnych wspaniałych i oryginalnych tworów wyobraźni (aż żałuję, że w trakcie lektury ich nie spisywałam). Dawno nie czytałam już książki tak bogatej w te urocze dziwolągi. Każda strona, każdy rozdział przynosi ze sobą kolejne oryginalne twory i światy. Podobała mi się wartka akcja i to, że powieść w pewnym momencie pęka na pół. Gdy bohaterem jest Atreju – staje się ona typową baśnią, przygodówką czytaną dla rozrywki i przyjemności. Kiedy jednak do świata Fantazjany wkracza ludzki chłopiec Bastian – książka zupełnie zmienia ton i przeznaczenie. Staje się coraz bardziej pogłębioną filozoficznie przypowieścią o losie człowieka. O akceptacji samego siebie, o wartościach… Każda z napotkanych postaci jest nosicielem jakiś idei. Można by powiedzieć, że połowa książki napisana została dla dzieci, druga polowa zaś dla dorosłych. Jeszcze się z czymś takim nie spotkałam. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie napisała, że zachwyciła mnie oryginalna teoria wyobraźni i... funkcji literatury. Mimo iż pod koniec powieść robi się ciut męcząca, poleciłabym ją każdemu, kto szuka nie tylko drogi do kraju fantazji...