poniedziałek, 19 września 2011

Stanisław Grzesiuk "Boso, ale w ostrogach"


Kolejne spotkanie z przedwojenną Warszawą. Tyle że za sprawą Grzesiuka trafiłam tym razem do dzielnicy Czerniaków, zamieszkanej przez biedotę warszawską, rodziny robotników i młodzież wychowywaną przez ulicę, bójki i draki. Młody narrator – zbuntowany, choć w gruncie rzeczy dobry i ambitny nastolatek zaznajamia czytelnika ze specyficznym kodeksem postępowania i wartościami robotniczej młodzieży. Nie brakuje w książce plastycznych (momentami trochę nudnawych) opisów bójek, sposobów przetrwania. Książka nie pozbawiona jest humoru, szczególnie sytuacyjnego, dużo w niej anegdot, zrelacjonowanych prostym, codziennym językiem. Ogromną sympatię wzbudza narrator powieści, z całym zestawem specyficznych cech, tej uroczej buńczuczności, poczucia honoru za wszelką cenę, ale i poczucia przynależności do swojego środowiska. Bohater powieści przejdzie z całym tym zestawem cech wielką próbę podczas wojny. Na tyle przywiązałam się do barwnego młodzieńca, że aż mam ochotę przeczytać następne książki Grzesiuka i poznać jego dalsze losy.
Czytając książkę o przedwojennej młodzieży warszawskiej zdałam sobie jednak przede wszystkim sprawę jak niewiele się zmieniło w marginesowych środowiskach…

3 komentarze:

  1. uwielbiałem wszystkie 3 ksiązki Grzesiuka, musze chyba do nich wrócić

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałaś już może "Pięć lat kacetu" tego Autora?

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się wobec tego, że je przypomniałam:-)
    Alu, "Boso, ale w ostrogach" to moje pierwsze spotkanie z Grzesiukiem, będą kolejne!
    Pozdrawiam książkowo.

    OdpowiedzUsuń