czwartek, 8 września 2011

Stefan Wiech Wiechecki "Cafe pod Minogą"

Książkę zapamiętałam z ciekawej recenzji nieaktualizowanego już (szkoda) bloga:
a potem znalazłam ją na półce bookcrossingowej i przypomniałam sobie o niej (i o recenzji). Główną wartością powieści (i źródłem humoru) jest bardzo naturalne zastosowanie gwary warszawskiej. Wspaniały, bogaty język – choćby dla niego warto sięgnąć po lekturę. Ale warto także po to, by prześledzić losy kilkunastu przesympatycznych warszawiaków, skupionych w takich czy innych okolicznościach wokół restauracji nazwanej szumnie „Cafe pod Minogą”. Jedną z najbardziej humorystycznych postaci jest pan Konfiteor – prowadzący naprzeciwko restauracji zakład pogrzebowy i określający ludzi przez pryzmat wielkości i jakości trumny, jaka się im kiedyś dostanie. Książka obfituje w wielu takich charakternych, zabawnych i pozytywnych bohaterów, którzy popadają w najróżniejsze małe i większe przygody i awantury dnia codziennego. Ale nie cały czas klimat książki jest prześmiewczy i beztroski. Kiedy wybucha wojna, przestaje być śmiesznie (przynajmniej na chwilę), pojawia się kilka dramatycznych scen i fragmentów. Bohaterowie nie tracą jednak fasonu, wciąż przeżywają rozmaite przygody, niejednokrotnie udaje im się też ośmieszyć czy oszukać okupanta. Nawet gdy słynna restauracja zostaje przez Niemców zrównana z ziemią, właściciele i przyjaciele wychodzą z opresji z werwą i humorem. Jednym słowem jest to pierwsza czytana przeze mnie książka, w której wojna i losy warszawiaków pokazane są niejako z przymrużeniem oka, trochę w krzywym zwierciadle. Choć tak jak pisałam, nie brakuje tu scen smutnych, sentymentalnych i patriotycznych.
Znakomita lektura, wartościowa językowo, napisana ze smakiem i zacięciem literackim.  

3 komentarze:

  1. I to jest to! Czas rozśmieszyć się Wiechem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No, a ja nie znam, trochę mi źle z tym.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czas Bazylu, czas!
    Agnes, nie możemy przecież znać wszystkiego!

    OdpowiedzUsuń