niedziela, 30 października 2011

Zofia Święcka-Łuczyńska "Obrazy za mgłą"

„Obrazy za mgłą” to zbiór kilku szczególnych opowiadań-wspomnień, pokazujących żydowski świat Radomia i Krakowa. Świat, którego już nie ma, losy, które zostałyby zapomniane, gdyby autorka nie utrwaliła ich w swojej książce. Tragiczne losy Żyda Gerszona, który po utracie w wojennej zawierusze żony i syna, ożenił się po raz drugi a po latach okazało się, że pierwsza żona przeżyła wojnę. Losy chłopca Samuela, który zakochał się młodzieńczą miłością w gojce i snuł urocze, przerwane przez wojnę plany połączenia ich religii. Losy Stasia – polskiego chłopca, który pragnął być Żydem, czy Tadeusza i Pauliny rautujących Żydów w czasie wojny. Kilka opowiadań utkanych jest ze wspomnień samej autorki (cenne informacje o wojennym i powojennym żydowskim Radomiu). Dwa opowiadania mają bardzo symboliczne, metafizyczne zakończenie. Całość, bardzo udana literacko i warta przeczytania. Szkoda, że to wydawnictwo regionalne, prawdopodobnie wydane własnym sumptem, bo przez to ciężkie do zdobycia. Szkoda też, że niedopracowane edytorsko. Znakomita okładka, ale bardzo zła jakość ciekawych i unikatowych fotografii. Ale to już urok takich wydawnictw, które nie mogą liczyć na masowe czytanie. Gdyby jednak kiedyś „Obrazy za mgłą” wpadły Wam w ręce (łatwo zapamiętać tę szczególną pozytywowo-negatywową okładkę) to mimo iż książka jest nieobecna na portalach internetowych i prawdopodobnie zupełnie nieznana poza Krakowem, nie wahajcie się. Kupcie, przeczytajcie. Losy utrwalonych książce ludzi są warte uwagi i refleksji.

czwartek, 27 października 2011

Orhan Pamuk "Nowe życie"


„Można na punkcie tej książki dostać obsesji” – krzyczy z okładki fragment recenzji. Coś w tym jest. Czy to lekko tocząca się narracja, czy pęd za zrozumieniem o co naprawdę chodzi powodowały, że nie mogłam oderwać się od tej, de facto bardzo trudnej powieści, mimo iż miałam ważenie, że rozumiem ją bardziej intuicyjnie i co chwilę układałam tysiąc jeden interpretacji. I tak zostało do ostatniego zdania. Tysiąc jeden interpretacji. Zapewne o to chodziło samemu autorowi. Ta książka wydaje się być „pisana” w trakcie czytania. Nie zawsze rozumiałam, częściej nie rozumiałam, ale jak bohater w swej wędrówce nie poddałam się. Dla tych, którzy nie znają treści zdradzę, że bohater po przeczytaniu tajemniczej książki (której treści czytelnicy nie poznają nigdy, choć domyślać się mogą) przewraca swój świat do góry nogami, a właściwie porzuca go w poszukiwaniu tego wykreowanego przez książkę. Oczywiście, dla poszukiwaczy motywu książki w książce i książki o książce jest to nie lada gratka, jest to wręcz specyficzny traktat o naturze literatury, choć czytać ją tylko z tego powodu byłoby sporym uproszczeniem. Podobało mi się to co działo się z bohaterem: fragmentaryczne postrzeganie świata jak w jakiejś gorączce, szalone podróże autobusami donikąd, w poszukiwaniu nie wiadomo czego. To szukanie „geometrii życia”. Znakomite. Znakomicie zilustrowany jest też konflikt Wschodu z Zachodem. Dla tego aspektu powieści warto się z nią pomęczyć. Dla zmitologizowanego wątku miłosnego i elementów sensacyjnych też. Można by tak pisać i pisać o tej powieści, i tematu nie wyczerpać. Tych którzy zdecydują się na lekturę ostrzegam, że nie jest ona łatwa, ale na pewno INNA.

poniedziałek, 24 października 2011

Gustw Flaubert "Trzy baśnie"

Tytuł mylący. Pierwszy tekst „Czyste serce” to popis kunsztu literackiego Flauberta. Niezwykle realistyczny, łagodny tekst – historia życia prostej, niewykształconej służącej Felicite i rozwoju jej prymitywnej wiary. Cała magia tekstu tkwi właśnie w tym porażającym realizmie, dokładności opisu krajobrazów, pomieszczeń, ludzi. Dopiero finał opowiadania przenosi czytelnika na symboliczną warstwę. Kolejna baśń; „Legenda o świętym Julianie Szpitalniku” to znowu osadzona w średniowieczu Flaubertowska wersja życia świętego, przede wszystkim jednak znakomite w swej symbolice studium okrucieństwa (okrutne opisy rzezi zwierząt) i uświęcenia człowieka. Ostatnia baśń; „Herodiada” to – jak łatwo się domyśleć – kolejna literacka wizja śmierci Jana Chrzciciela. Najtrudniejsza w odbiorze choć równie realistycznie oddająca koloryt tamtych czasów. Trzy baśnie-opowiadania, wszystkie trzy utrzymane w zupełnie innej poetyce, stylistyce. Trzy wersje… czego, to już czytelnik sam musi rozważyć i ten punkt wspólny w sobie przemyśleć. Książka wydana została w serii „Wielcy pisarze w nowych przekładach”. Jest znakomicie opracowana filologicznie. Tekstom towarzyszom wyczerpuje przypisy tłumaczące nie tylko nieznane ogółowi realia, ale też zawiłości przekładu. W książce znalazł się również ciekawy szkic o życiu Flauberta w posiadłości Croissent nad Sekwaną, naprawdę warty uwagi, nie tylko ze względu na namiar ciekawych informacji, ale też przemyślaną, nieco poetycką formę. Całość dopełnia wyczerpujące kalendarium życia i twórczości Flauberta.

piątek, 21 października 2011

Andrzej Tomaszewski "Architektura książki"

Tym razem o zupełnie innej książce, którą jednak warto polecić, jako że jej pełny tytuł brzmi „Architektura książki dla wydawców, redaktorów, poligrafów, grafików, autorów, księgoznawców i bibliofilów”. Opracowanie znakomitego polskiego typografa Andrzeja Tomaszewskiego wypełnia lukę w tego typu podręcznikach – bolesną lukę można by dodać. Owszem, jest na rynku od lat kilku „Typografia typowej książki” Roberta Chwałowskiego, czy wydany w 2008 roku „Elementarz stylu w typografii”  Roberta Bringhursta, ale ta ostatnia pozycja adresowana jest do zaawansowanych typografów, a zawarta w niej dawka wiedzy i terminologia mocno przerastają percepcję zainteresowanego tematem. I oto nagle pojawiła się cudna, w pełni nadająca się do przetrawienia pigułka o szerokim zakresie zagadnień: od psychologii czytania, krojów pism, przygotowania tekstu, korekty (znaki korektorskie), zasad składania, elementów książki do zagadnień typu: papier, farby drukarskie, oprawa itd. Zaletą książki jest prosty, zrozumiały język, wyjaśnienie najważniejszych terminów (wraz z ich indeksem) i staranne opracowanie (założę się, że książkę składał sam Tomaszewski). Polecam zainteresowanych tematem. A na koniec budujące ostatnie zdanie książki: „Dynamizm postępu naukowo-technicznego i zaangażowanie finansowe wytwórców nowoczesnego sprzętu, materiałów eksploatacyjnych, podłoży drukowych, materiałów introligatorskich zdają się zaprzeczać katastroficznym wizjom upadku drukarstwa. Trudno uwierzyć w prognozowany zmierzch książek i czasopism oraz zanik „czarnej sztuki”, która dzisiaj jest już bajecznie kolorowa.

wtorek, 18 października 2011

Romowie przewodnik. Historia i kultura

Nie mogę się otrząsnąć po lekturze opowiadań Milewskiego. I coraz bardziej boli mnie, że tak niewiele wiem o Cyganach. Dlatego idąc za ciosem sięgnęłam po wydane przez Radomskie Stowarzyszenie Romów Romano Waśt – Pomocna Dłoń opracowanie „Romowie przewodnik. Historia i kultura”. Książka napisana została przez cyganologów i ludzi zaangażowanych w społeczność cygańską (stąd duża wartość tekstów). Warto, choć treści w niej zawarte tylko rozjątrzają ciekawość. To taki przewodnik na start. Składa się z kilkunastu artykułów obejmujących różne aspekty: etymologie nazw, migracje, dzieje Cyganów na ziemiach polskich, dzieje i migracje Cyganów z Rumunii, rys historyczny dawnych rzemiosł cygańskich, tradycje tańców cygańskich itp. Najciekawsze wydają się: szkic o dylematach edukacji romskiej (autorstwa – de facto – Jacka Milewskiego, bardzo wartościowy kontekst dla jego opowiadań ) i wspomnienie o poetce cygańskiej Papusze. Przewodnik zdecydowanie tematu nie wyczerpuje, stanowi jednak, jak napisałam, literaturę z którą warto zapoznać się choćby przed przeczytaniem opowiadań Milewskiego. U mnie było odwrotnie. Tak czy siak czas na lekturę opracowań cyganologa Jerzego Ficowskiego. A pod tym adresem zainteresowani znajdą wersję PDF książki: http://www.romanowast.pl/srodek.pdf

czwartek, 13 października 2011

Jacek Milewski "Dym się rozwiewa"

Jacek Milewski jest założycielem jedynej w Polsce szkoły romskiej i cyganologiem, zaakceptowanym przez Cyganów jako „swój”. „Dym się rozwiewa” to natomiast zbiór opowiadań, utkanych z doświadczeń autora z cygańską społecznością, także tych pedagogicznych. Podeszłam do książki trochę nieufnie. Nawet nie sądziłam, że będę ją czytać i czytać z coraz większym zainteresowaniem, i mieć problem z odłożeniem jej chociaż na chwilę. Znakomite, fascynujące opowiadania. Ambicją autora była na pewno walka z zakorzenionym głęboko w naszej świadomości stereotypem Cyganów. Milewski nie próbuje jednak przekonać czytelników, że Cyganie wcale nie kradną, nie wróżą i nie handlują patelniami – uświadamia jednak mechanizm tych działań, udowadnia, że zmuszają ich do podobnych działań m.in. warunki bytowe. Literacko – perełka. Każde opowiadanie to kalejdoskop wspaniałych, barwnych, żywych, zindywidualizowanych postaci, każde jest inne w stylistyce, każde niezwykle sprawne językowo. I co najważniejsze, każde genialnie spuentowane. To naprawdę kawał dobrej literatury, od której ciężko się oderwać. To też wędrówka przez świat, który istnieje obok każdego z nas, a o którym kompletnie nic nie wiemy. Lektura dostarcza dużo wzruszenia, śmiechu i refleksji. Dawno nie czytałam tak udanych pod każdym względem opowiadań. POLECAM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

poniedziałek, 10 października 2011

piątek, 7 października 2011

Maria Pruszkowska "Kapitanówna"

I znowu Pruszkowska, a co! Tym razem wspólnie z Zofią Kippendorf  popełniona powieść dla młodzieży. Niech Was nie myli fatalna okładka i etykietka lektury nastolatek. To książka warta przeczytania przez wszystkie grupy wiekowe, choć oczywiście młodzież jest tu najważniejszym adresatem – głównie przez osobę bohaterki, osiemnastoletniej Elżbiety z całym bogactwem „nastolatkowego” inwentarza. Dziewczyna potajemnie i nielegalnie dostaje się na pokład prowadzonego przez jej ojca statku i wybiera w kilkutygodniową podróż po portach Europy. Przestępstwo szybko się wydaje, większość załogi (której serce dziewczyna i tak zdobędzie swoim niebanalnym zachowaniem w czasie podróży) myśli jednak, że to tylko kaprys córki kapitana. Nic bardziej mylnego. Elżbieta ma w Stambule do spełnienia ważną i niebezpieczną misję, musi wykazać się wielką odwagą, pomysłami  i przede wszystkim…sercem. Oczywiście czytelnik do ostatnich stron książki nie wie co stało się w Stambule (choć oczywiście może się domyślać, ale po co…) mimo iż przygody relacjonuje zarówno narrator jak i sama bohaterka  w wprowadzonym przez siebie pamiętniku. Zdradzę tylko, że za tajemną misją kryje się tragedia rodzinna, mająca swój początek podczas wojny…  Oczywiście pomijając warstwę przygodową  powieści, obfituje ona w wiele zabawnych sytuacji mających miejsce na statku oraz w cały szereg zabawnych postaci – pasażerów i członków załogi. Jest tu i subtelny humor, i trochę wzruszenia. Język powieści jest oczywiście inny niż w bibliofilskim cyklu oraz  w „O dwóch Wikingach i jednej Wikingowej”, spokojniejszy, prostszy, bardziej prozaiczny, gdzieniegdzie jednak Pruszkowska daje popis swojego językowego humoru.  I mimo że momentami powieść jest trochę nużąca, mimo iż czasami główny, „nastolatkowy” adresat powieści dopomina się o swoje prawa, warto przeczytać i zaprzyjaźnić się z tą książką.

poniedziałek, 3 października 2011

Artur Conan Doyle "Pamiętniki Sherlocka Holmesa"

Najpierw kilka faktów z biografii czytelnika. Sherlock Holmes był bohaterem mojego dzieciństwa. Za sprawą starego, klimatycznego serialu, który pamiętam jakbym oglądała go wczoraj. Dopiero później przyszła lektura „Psa Baskervilllów”. Nie wiem co spowodowało, że przypomniałam sobie o moim ulubieńcu, najważniejsze, ze znowu nabrałam chęci, żeby z nim poprzebywać. Nie mam dużego doświadczenia w lekturze kryminałów, właściwie jest ono nikłe i nie ma się czym chwalić. Ale wiem, że dzisiejsze seriale kryminalne, którymi karmi nas na dobranoc każda stacja telewizyjna są przesycone jakąś niezrozumiałą dla mnie chęcią jak najbardziej naturalistycznego przedstawiania ofiar i zbrodni. Dlatego warto czasem powrócić do klasyki, zachwycić się geniuszem Holmesa, bez patrzenia na zdeformowane ciała i wyuzdane zbrodnie.
„Pamiętniki Sherlocka Holmesa” to tytuł wielce mylący. Tak naprawdę narratorem jedenastu krótkich opowiadań jest dr Watson. W dodatku spisuje on wspólne przygody z perspektywy lat. Ożeniony i ustatkowany, z rozrzewnieniem wspomina dawne czasy wspólnego pomieszkiwania z detektywem. Opowiadania te stanowią nie tylko popis metod detektywistycznych Holmesa, ale zdradzają dużo tajemnic z jego życia prywatnego. Pokazują nie tylko stonowanego, wiecznie opanowanego człowieka, oj nie… To co zachwyciło mnie jednak najbardziej to szczególna przyjaźń między dwoma mężczyznami, pełna szacunku, tolerancji, nawet poświęcenia. Nie wiem jak to jest, ale czytając te opowiadania czytelnik przywiązuje się do tej szczególnej pary. Tym bardziej, że ostatnie opowiadanie zdradza także ostanie chwile detektywa… Polecam serdecznie ten niezwykły powrót do klasyki. Chyba nawet wcale nie tak zakurzonej, bo trafiłam na zupełnie nowe wydanie Wydawnictwa Dolnośląskiego.