wtorek, 8 listopada 2011

Janusz Korczak "Król Maciuś Pierwszy"


Dziwicie się tym wyborem czytelniczym? Czasami sięgam po pozycje z klasyki literatury dziecięcej z czystych filologicznych pobudek, szukając kontekstów i kompletując wiedzę z historii literatury. Po lekturze „Króla Maciusia Pierwszego” mam jednak przede wszystkim… mętlik. Owszem, czytałam go równolegle z biografią Korczaka (o której wkrótce) dlatego na gorąco wszystko mi się uzupełniało, ale od pierwszego rozdziału narzucała mi się jedna refleksja: Boże jaki ten tekst jest już zdezaktualizowany. Przede wszystkim językowo, prawdopodobnie to co było dla Korczaka wyznacznikiem autorskiego stylu, teraz potwornie trąci myszką. To podobno lektura szkolna, ale nie wiem jak dzieci brną przez ten, niestety już bardzo nudny tekst. W pewnym momencie robi się atrakcyjny dla dorosłych (sposób pokazania rządów dorosłych, wszystkie te królewskie procedury w krzywym zwierciadle, jakby Korczak sportretował współczesną administrację). Dzieciom tekst pokazuje przede wszystkim meandry władzy. Nobilituje dziecko. Ale gdzieś po drodze gubiła mi się główna myśl, zacierała. Już sama nie wiedziałam „co autor miał na myśli”. Czy chciał pokazać, że nawet najbardziej szlachetne próby zmiany świata spełzają na niczym? Czy chciał pokazać, że dziecko JEDNAK nie będzie nigdy dobrym władcą? Czy chciał wprowadzić dzieci w brutalny świat dorosłych? Mało kiedy książka dla dzieci kończy się w tak smutny sposób – porażką bohatera. Jak wytłumaczyć ją małemu czytelnikowi? Muszę trochę poczytać o samym tekście, zresztą… percepcja powieści przez dziecko na pewno jest inna. A jak to jest ze współczesnym dzieckiem? Czy chłopcom podobają się przydługie partie wojenne, rozwlekłe dialogi, liczne językowe powtórzenia? Może przydałaby się temu tekstowi współczesna redakcja? Sytuacji nie ułatwiało to, że czytałam książkę w fatalnym wydaniu (Wydawnictwo Res Polona, Łódź 1990), w którym zgromadzone zostały chyba wszystkie typograficzne błędy i który nie widział na oczy korektora z całą pewnością. Ponadto okraszony został nędznymi, okropnymi ilustracjami. Na szczęście ostatnio powieść Korczaka wydana została w pięknej oprawie graficznej przez Wydawnictwo W.A.B.  Oto okładka:

4 komentarze:

  1. Autorkę bloga prosiłbym o kontakt mailowy grzegorz.lindenberg@czytanieszkodzi.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam tę książkę, gdy miałam naście lat. Pamiętam, że bardzo mi się podobała i że na samym końcu aż płakałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. No widzisz Edyto, dziecko inaczej odbiera literaturę niż skostniały filolog:-) Może jestem już za stara na króla Maciusia? Miło, że napisałaś. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jesteś za stara. Takie historie nie mają limitu wieku, czego najlepszym dowodem jest że do niej zajrzałaś. ;)

    OdpowiedzUsuń