niedziela, 27 listopada 2011

J.M.Barrie "Piotruś Pan i Wendy"

O Piotrusiu Panie napisano wiele i wiele jeszcze zostanie napisane – jak to w przypadku książek z podwójnym dnem, książek kilkuwarstwowych – dla dzieci i dla dorosłych. I jak to w przypadku książek, które świetnie nadają się do psychoanalitycznych wywodów.
W warstwie dla dzieci to po prostu znakomita książka przygodowa, w której jest wszystko, co w książce dla dziecka być powinno: a więc i przygody dziecięcych postaci,  i jasny podział bohaterów na dobrych i złych, i dziecięce marzenia o Nibylandii, syrenach, podziemnym domku, wreszcie wróżkach, które rodzą się z każdym uśmiechem nowo narodzonego dziecka. Idzie za tym szereg „bezpiecznych” emocji. Wyważony strach, radość i trochę smutku w finale książki. To bardzo dobra lektura do wspólnego czytania. I lepiej, aby było ono wspólne, bo gdzieniegdzie warstwa „dorosła” daje o sobie boleśnie znać i wymaga tłumaczenia.  Bo to też smutna powieść o śmierci dziecka, o opuszczonych rodzicach, o rodzicach odrzucających dzieci (motyw zamkniętego okna) i o dziecięcych i rodzinnych urazach, które z tego wynikają. Można by to analizować i analizować, choć trzeba przyznać, że umieszczenie takich treści w powieści dla dzieci było posunięciem niezmiernie odważnym. Piotruś Pan jest natomiast łącznikiem nie tylko między realnym a fantastycznym światem, ale także między tymi warstwami. Kolejne literackie dziecko-odmieniec: nieokreślony, pozbawiony swojej tożsamości, okrutnie skrzywdzony, nieszczęśliwy, wymykający się schematom. Wreszcie łącznik między światem żywych i… umarłych? Bo przyznać musicie, że to także książka o umieraniu, opuszczeniu, odtrąceniu. Nibylandia raz jest krainą marzeń, dostępną tylko dziecku, raz… krainą dzieci odrzuconych i niechcianych. Dla mnie to przede wszystkim powieść o odtrąconym dziecku. Znakomita w swej symbolicznej warstwie.

 Wydawnictwo BUCHMAN wypuszcza ostatnio na rynek klasykę dziecięcą (jak na razie wyszły następujące tytuły: Alicja w Krainie Czarów, Piotruś Pan i Wendy,  Tajemniczy ogród, Czarnoksiężnik z krainy Oz, Opowieść wigilijna i Księga dżungli). Książki są bardzo starannie wydane, w twardych oprawach, z przyzwoitym składem przełamywanym ilustracjami i wygodnymi do czytania światłami i czcionką.  I, co najważniejsze, z zapierającymi dech w piersiach ilustracjami Roberta Ingpena. Strona internetowa z informacjami o autorze i reprodukcjami prac:
http://www.melaleuca.com.au/ingpen/
Sama posiadam tylko dwa tytuły, ale mogę przyznać się bez wstydu, że moja fascynacja Alicją w Krainie Czarów, rozpoczęła się nie od tekstu, ale od tego wydania i tych właśnie ilustracji. Popatrzcie sami:
Piotruś Pan został zilustrowany równie pięknie, bez Disnejowskich wpływów. Chociaż czas importu zagranicznych ilustracji do książek dziecięcych minął jakieś sto lat temu, okazuje się, że czasami warto jednak zobaczyć co tam produkują za miedzą. Polecam tę serię szczerze i po bibliofilsku.


1 komentarz:

  1. Piękne ilustracje.
    Pozdrawiam i dobrego tygodnia.

    OdpowiedzUsuń