niedziela, 13 listopada 2011

Jostein Gaarder "Zamek w Pirenejach"

No i mam kolejny gaarderowski dylemat. Uwielbiam tego pisarza, uwielbiam jego nieustający apel o to by dziwić się światem. Zostało mi już niewiele jego pozycji do przeczytania.  Ale pisarze popełniają rzeczy lepsze i gorsze, dopiero gdy ma się ogląd całości widać  to co im się nie udało. No i „Zamek w Pirenejach” jest – w moim przekonaniu – tą mniej udaną propozycją. Gaarder jest na dobrą sprawę cholernie monotematyczny i skłonny do schematycznych, mało prawdopodobnych sytuacji fabularnych. Te dwie cechy nie rażą. A właściwie nie raziły mnie do tej pory.  Do lektury „Zamku w Pirenejach”. Powieść ma tradycyjną już u Gaardera formę (zaznaczonego graficznie grubościami czcionki) dwugłosu. Dwoje ludzi wymienia do siebie listy, tym razem maile. To para, która z nieznanej na początku czytelnikowi  przyczyny (przeszłość wyjaśni się dopiero w finale powieści) rozstała się trzydzieści lat temu i po latach przypadkowo spotyka się w  miejscu rozstania. Nawiązują ze sobą kontakt i dokonują próby wyjaśnienia tego, co zdarzyło się w przeszłości i co ich rozdzieliło. Cały wic polega na tym, że mężczyzna jest racjonalistą odrzucającym wszelkie zjawiska nadprzyrodzone, ona zaś wierzy w transcendencję i Boga.  Wymiana maili jest więc sztucznym ścieraniem się dwóch poglądów. Sztucznym i ciekawym, jak to u Gaardera.  Nie mniej tajemnica z przeszłości okazje się bardzo wydumana, podobnie jak finał powieści. Dlatego ciężko mi ją uczciwie polecić, mam mętlik w głowie, bo mój ukochany autor napisał coś, co mi tak strasznie „nie leży”. Bywa.

1 komentarz:

  1. Prędzej czy później następuje coś, w tym przypadku pozycja książkowa, która sprawia, że dostrzegamy rysy na idealnym wizerunku naszego ulubionego pisarza. Też tak miałam. Wychodzę z założenia, że dobry fan przełknie wszystko, w oczekiwaniu na te inne równie dobre dzieła.
    Pozdrawiam i dobrego tygodnia.

    OdpowiedzUsuń