środa, 16 listopada 2011

Magdalena Grzebałkowska "Książdz Paradoks. Biografia Jana Twardowskiego"

Non fiction o księdzu, którego pamiętam ze spotkania w mojej bibliotece. Przyszły takie tłumy, że ludzie stali przed biblioteką, a ksiądz z nadludzką pokorą podpisywał tony książek. Non fiction o księdzu, którego pamiętam z pierwszych na których byłam, a więc szczególnych dla mnie Targów Książki, na które przyszedł do czytelników ze słynną czarną torbą z fioletowymi uszami (torba będzie bohaterką jednego z rozdziałów książki). Non fiction o księdzu, który napisał mi w książce „całym sercem”. To się złożyć nie może. Najpierw byłam wściekła. Pierwszy rozdział: dokładny, minuta po minucie, opis umierania. Po co mi to wiedzieć? Po co o tym pisać. Potem irytowałam się coraz bardziej. Autorka próbowała za wszelką cenę udowodnić jakąś teorię spiskową księdza: że zacierał ślady, że nie mówił o sobie prawdy, że mylił fakty. Miał takie życzenie i już. Nie widzę w tym niczego co zakrapiałoby o sensację, poza tym… kto z nas nie myli faktów, dat, wydarzeń z naszego własnego życia, niech pierwszy rzuci kamieniem. Potem jednak autorka i jej reportaż jakoś łagodnieje, nabiera „ludzkich cech” – że się tak wyrażę. Na ostatniej stronie, ku własnemu zdziwieniu, Grzebałkowska przekonała mnie do swojej pracy. Do jej zasadności. Tym bardziej, że autorka cały czas dopuszcza do głosu innych, tworzy taki trochę zbiorowy portret księdza. Że podszyty teorią spiskową – trudno, tak się widocznie teraz pisze. Kilka rozdziałów jest niepotrzebnych, ostatnie – niezbędne. Trudno nie docenić też ogromu porządnej, dziennikarskiej roboty. Owszem, pewne zagrania formalne są zupełnie wytarte, biografia księdza bez wątpienia jest jednak, przede wszystkim, dobrze skrojonym reportażem. Oczywiście: natłok faktów, nazwisk i przede wszystkim cytatów czyni lekturę męczącą. O wiele łatwiej czyta się wydaną przed kilku laty „Autobiografię”. Prawda o księdzu leży jednak zapewne gdzieś między tymi dwiema książkami. Warto znać oba punkty widzenia.

2 komentarze:

  1. Fajna okładka, bardzo lubię, gdy zdjęcie pokazuje też usposobienie człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam na półce. Tyle osób polecało mi tę książkę, że nie mogłam jej nie kupić. Będę ją smakować, ale powoli i z wyczuciem. Tak jest ponoć najlepiej.

    OdpowiedzUsuń