środa, 9 listopada 2011

Mario Puzo "Rodzina Borgiów"

Nie czytałam, ani nie oglądałam „Ojca chrzestnego”, a postać Lukrecji Borgii znałam przede wszystkim z oglądanej w Teatrze Wielkim opery, w której córka papieża nie była przedstawiona, łagodnie powiedziawszy, w najlepszym świetle. Dlatego dość mocno zdziwiłam się po lekturze obszernej powieści Puzo.  Przeczytałam ją jednym tchem i tym, którzy nabiorą na nią ochoty, proponuję, aby na takie właśnie czytanie się zdecydowali, bo dłuższe przerwy powodują zamęt, książka przesycona jest bowiem wydarzeniami politycznymi i nazwiskami  - jednym słowem wymaga dużej koncentracji. Warto podjąć jednak ten wysiłek bo to znakomite studium władzy, namiętności i zła. Puzo roztacza przed czytelnikiem szeroką polityczno-społeczną panoramę tamtych czasów, koncentrując się jednocześnie na czterech postaciach:  papieżu Aleksandrze oraz jego dzieciach: Cezarze, Lukrecji, Juanie i Jofreyu.  Początkowo głównym bohaterem wydaje się Aleksander, potem jednak uwaga skupia się na pozostałych postaciach. Każda z nich okazuje się tragiczna, każda staje się ofiarą osobistych ambicji i namiętności. Najkorzystniej w tym moralnym błotku wypada jednak Lukrecja, postać o najgłębszej samoświadomości, postać najbardziej pozytywna, która najszybciej odkrywa, że jest jedynie pionkiem w ambitnym planie ojca. Postać Aleksandra też jest na wskroś tragiczna, to człowiek z jednej strony bezwzględny, z drugiej histerycznie dbający o dobro swoich dzieci.  Utkanym z romantycznej tkanki wydaje się też Cezar. Jednym słowem Puzo stworzył znakomite kreacje. I to mimo pewnej „skrótowości” relacjonowanych wydarzeń. Dzieje się bowiem w tej powieści tyle, że czasami przypomina ona swoją „sprawozdawczością” wypisy z podręcznika do historii. A jednocześnie jest głębokim portretem psychologicznym. Lubię czasami czytać o tej ciemnej stronie ludzkiej natury. Gdybyście i Wy mieli na to ochotę, polecam. 

3 komentarze:

  1. Moja znajomość z tym pisarzem na razie ogranicza się do Ojca Chrzestnego. Być może za jakiś czas zapoznam się i z tą książką.

    OdpowiedzUsuń
  2. Próbowałam się z tym zmierzyć, oj, próbowałam.
    Ale nie dałam rady.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rodzina Puzo należy do moich ulubionych lektur. Wartka akcja, historyczne tło, wciągająca historia. Nie przeszkadza mi nawet to, że historia miejscami miesza się z fikcją. Dzisiaj okazuje się iż ani Aleksander nie był takim potworem, ani Cezar czy Lukrecja, nie umniejsza to jednak wcale wartości książki. Mając jako takie pojecie o tym okresie historii czytało mi się (słuchało) lekko. Lektury wysłuchałam w pięknej interpretacji Wiktora Zborowskiego. Na pewno jeszcze do niej wrócę.

    OdpowiedzUsuń