piątek, 11 listopada 2011

Sam Savage "Firmin"

Przeurocza i niebywale „pojemna” i mądra, choć smutna książka. Autor serwuje czytelnikom zwierzęcego bohatera, niczym w baśniach (któż nie chciałby zaprzyjaźnić się z tak sympatycznym szczurkiem?) – tylko to jest baśń w wydaniu dla dorosłych, z całym – niestety –  bagażem tego słowa. Szczur Firmin, jak na baśń przystało, nie jest zwykłym szczurem. Posiada dużą samoświadomość i niebezpieczną skłonność do analizy otaczającej go ludzkiej rzeczywistości. To namiętny czytelnik książek. Wychowany w antykwariacie, najpierw owe książki zjada, potem namiętnie czyta. Literatura już zawsze będzie jego podstawowym filtrem, przez który patrzy na nieznaną mu rzeczywistość, o tym jak złudny to filtr, mówić nie trzeba. Książki rozbuchały wyobraźnię szczurka-odmieńca. Tak – Olga Tokarczuk nie mogła tego lepiej ująć w rekomendacji książki umieszonej na okładce: Oto wzruszająca i czuła opowieść o nas, o namiętnych czytelnikach, i o tym, jak czytając jesteśmy w stanie przekroczyć wszelkie granice. Ale upatrywać w tej niezwykłej powieści jedynie kolejnej „książki o książkach (choć w dużej mierze tak jest, stąd moje otagowanie), a w Firminie widzieć jedynie kolejnego namiętnego czytelnika, któremu to czytanie zdecydowanie wymknęło się spod kontroli, byłoby dużym uproszczeniem. Jak w baśni, tak i tu mamy podwójne dno, może nawet dna. Ktoś (nie mogę teraz znaleźć tego wpisu) z blogowiczów napisał pięknie o Firminie, że to tak naprawdę powieść o nas – ludziach. To prawda. Mały, brzydki szczurek jest wyrazicielem naszych tęsknot, urazów, nawet… losów. To bardzo głęboka historia o człowieku. Podczas lektury nie mogłam pozbyć się myśli, że może nasze postrzeganie otaczającego świata jest równie wykoślawione i fragmentaryczne, jak wiedza Firmina o ludziach? Jeśli tak to kiepsko. Na pewno tak samo jak Firmin łudzimy się w stosunku do świata i ludzi, i na pewno tak samo jak Firmin potrzebujemy miłości i akceptacji. Jako że jest to „baśń” dla dorosłych, scenografia nie pozbawia złudzeń. Savage pokazuje zagładę świata (nawet jeśli to mikroświat nikomu nieznanego szczura). Plac, na którym stoi księgarnia ma być zburzony. Czytelnicy obserwują powolną degradację tych ponurych, zapomnianych przez Boga ludzkich dekoracji. Tak, to też książka o śmierci. Tej dosłownej ale i śmierci złudzeń. I zapewne pozostawia dużo smutku w czytelnikach. Choć nie myślcie, że lektura wywołuje przede wszystkim ogromnego doła. Całość mimo wszystko napisana jest lekko,  w wielu momentach wybucha się śmiechem (humor książki ukryty jest właśnie w tej niezwykłej, nie zawsze trafnej diagnozie rzeczywistości, którą wciąż przeprowadza sympatyczny szczurek i jego niepospolitej wyobraźni oraz w tym co z tych dwóch wypadkowych wynikaJ  Fragment, gdy szczurek uczy się języka migowego, aby skomunikować się z przedstawicielami naszego gatunku i finał tej nauki są fenomenalne. Ocena wartości literatury przez pryzmat smaku papieru również. Jednym słowem to kawałek naprawdę znakomitej literatury. Pamiętam „Opowieść o dzielnym Despero” – ta niepozorna książeczka dla dzieci miała w sobie tyle warstw i znaczeń, że można było tylko wymieniać: ta książka jest o.. i o.. i o.. Z Firminem jest bardzo podobnie. Polecam tę pozycję z całego serca, choć nie zawsze będzie radośnie, a autor wyciśnie odpowiednią ilość refleksji nawet z najbardziej opornego czytelnika. Na co czekacie? Zaprzyjaźnijcie się z Firminem!

5 komentarzy:

  1. Gdzieś Ty znalazła taką ciekawą książeczkę? Bardzo chciałabym przeczytać, muszę się za nią rozejrzeć.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam książki, które w swoim całkowitym oderwaniu od rzeczywistości są do szpiku kości prawdziwe. Z których garściami można czerpać piękne sentencje, odwoływać je swojego życia, do najważniejszych wartości, którymi się kierujemy, do własnego 'ja'. I na koniec, uwielbiam książki o literaturze, o czytelnikach, o miłośnikach słów, którzy rzeczywistość ich otaczającą odwołują do słów ukochanych pisarzy, poetów.
    Malujesz więc dzisiaj dla mnie książkę idealną, o której z całą pewnością nie zapomnę i szukać będę wytrwale, aby w końcu móc poznać Firmina :)
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie polubiłem Firmina, ale samą książkę uznałem za ciekawą. O TU

    OdpowiedzUsuń
  4. Edyto! mam nosa do książek o książkach:-)
    Alu, bardzo dziękuję za ten piękny wpis. Szczególnie podobają mi się słowa "malujesz więc dzisiaj dla mnie książkę idealną..." Poszukujemy chyba podobnych rzeczy w naszych lekturach. Ja dodatkowo bohaterów-odmieńców. Firmin taki jest.
    Bazylu, szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mogę się mylić - a nie będę tego sprawdzać, bo nie jestem Google maniaczką - ale wydaje mi się, że autor tej powieści debiutował w podeszłym (lekko mówiąc) wieku i od razu odniósł niesamowity sukces. Pamiętam, że właśnie dlatego chciałam tę książkę przeczytać (ale zapomniałam - natłok książek). Czasem wydaje mi się, że prawdziwe perełki literackie tworzą albo ludzie doświadczeni przez życie (którzy wiedzą, co przeżyli i o o czym warto pisać) albo młodzi, nieprzeciętni, którym nikt w porę nie zamydlił oczu.
    Na pewno znajdę tę pozycję i się z nią zapoznam - dziękuję za przypomnienie, co chciałam przeczytać.

    OdpowiedzUsuń