wtorek, 13 grudnia 2011

Alan Bennett "Czytelniczka znakomita"

Króciutka i leciutka historia o tym, że z czytaniem… to jednak nie takie proste. Zwłaszcza, gdy manii czytania ulega… angielska królowa. Pewnego dnia odkrywa przypadkiem bibliobus przyjeżdżający na teren pałacu i wypożycza zeń książkę. Staje się to początkiem pasji, którą dzieli z awansowanym na pazia kuchcikiem (awansowanym, bo korzystał z bibliobusa i okazał się wysmakowanym, doświadczonym czytelnikiem, który powoli wprowadzał królową w tajnik literatury). Już  ten fakt przyjaźni ludzi, których dzieli przepaść klasowa jest przemiłym dowodem na to, że: książki nie wdzięczą się do czytelników, nie dzielą ich na lepszych i gorszych. Nowe zajęcie królowej powoduje oczywiście totalny brak zrozumienia i akceptacji na dworze i jest przyczyną wielu zabawnych sytuacji, na których zasadza się humor książki. Królowa bowiem przewartościowuje pod wpływem lektur całe swoje życie i wartości, którymi do tej pory się kierowała (w warstwie refleksyjnej książka jest lekka, ale jednocześnie uroczo mądra). Staje się bardziej „ludzka”, empatyczna, skłonna do refleksji i gorzkiego oglądu rzeczywistości. Ostatnia scena książki to wierutny żart królowej z dotychczasowego życia i urocza puenta. Jednocześnie pokazuje, że na czytelnicze pasje nigdy i nigdzie nie jest za późno. Że książki pomagają być sobą, pomagają szukać swojej tożsamości i drogi. Są potrzebne, tylko nie zawsze ta potrzeba jest uświadamiana. Niestety ta sympatyczna powiastka  ma drugą stronę medalu. Bardzo trafnie podsumowuje ją tłumaczka w pogłowiu: Czytelniczka znakomita Benetta jest czymś więcej niż uroczym żartem, ujmująco opowiedzianą baśnią dla dorosłych. Przypomina, że rozkosze tekstu to rozkosze smakowane przez samotników. Introwertyków, których łatwo można oskarżyć o egoizm. Jeszcze boleśniej podsumowuje temat sekretarz królowej, najbardziej niechętny jej czytelnictwu: Czytać, to wycofać się z aktywnego życia, stać się niedostępnym dla innych. (…) Byłoby to łatwiej przełknąć, gdyby czytanie było zajęciem ze swej strony mniej… samolubnym. Jak widać, książka jest więc jednocześnie uroczym żartem, ale i gorzką refleksją o tym, że czytanie… alienuje. Trudno się z tym nie zgodzić. Nie spodziewajcie się przy lekturze jakiś bardzo głębokich książkowych przemyśleń, to przede wszystkim literacki żart i tak ją trzeba traktować. Tym, którzy lubią i czyhają na bohaterów-bibliomanów polecam ją jednak gorąco. I jeszcze dwa słowa o samym wydaniu (Media Rodzina). Za oryginalnie zaprojektowaną okładką kryje się chyba najlepiej zrobiona książka, jaką ostatnio czytałam. Przede wszystkim urocza, dekoracyjna wyklejka – jak niewiele trzeba, żeby nadać książce uroku. Po drugie przemyślany, udany skład. Ozdobny, ale w dobrym guście. Brawo dla wydawcy.

4 komentarze:

  1. Może za jakiś czas. Okładka faktycznie z pomysłem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem książeczką zauroczona. Obowiązkowa lektura dla moli książkowych. Jednocześnie przypomina, że czytanie jest ulotne i budzi potrzebę czynienia zapisków. Czyż nie tak robimy?

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi się podobała :)
    http://mcagnes.blogspot.com/2010/09/czytelniczka-znakomita-alan-bennett.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie skończyłam czytać, kapitalna książka, szkoda że taka krótka. :)

    OdpowiedzUsuń