czwartek, 29 grudnia 2011

Astrid Lindgren "Pippi Pończoszanka"

Dlaczego czasami sięgam po takie książki? Bo lubię – także dziecięcych – bohaterów odmieńców. A Pipi to ważny odmieniec. Napisano o tej książce już bardzo dużo, także bredni, ale wciąż nie traci ona na atrakcyjności chociaż… obiektywnie rzecz biorąc jest wylęgarnią głupich pomysłów, które dzieci łatwo mogą zastosować. Nie mniej zawsze przerażało mnie coś w tej bohaterce – samowystarczalnej, trochę groteskowej dziewczynce, która z łatwością radzi sobie bez mamy i taty. Ogarnia rzeczywistość, w której nie ma miejsca na dorosłych. Bo jest coś niepokojącego w tym odrzuceniu dorosłych, choć dzieci antypedagogiki z pewnością nie wyczuwają. Pipi zaś odważnie łamie wszelkie schematy, stereotypy, nie nagina się do obowiązujących dzieci standardów – ot chociażby sceny w szkole – Gombrowicz by się uśmiał (i pewnie się uśmiał jeśli czytał). Jednocześnie wygrywa u niej wielka, niebanalna wyobraźnia, odwaga posiadania tej wyobraźni, która czyni dzieciństwo wyjątkowym. Pewnie dlatego książka nadal pozostaje atrakcyjna dla małych, i nie tylko małych czytelników.

1 komentarz:

  1. Kto nie kocha Pończoszanki?
    Ja ją uwielbiałam!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń