środa, 21 grudnia 2011

Roald Dahl "Matylda"

Serii „Cała Polska czyta dzieciom” z pewnością warto zaufać, dlatego sięgam po nią dość często. Choć muszę przyznać, że spodziewałam się po „Matyldzie” zupełnie czegoś innego. Myślałam, że będzie to radosna, śmieszna i lekka książka oparta na humorze sytuacyjnym z bohaterką á la Pipi. Taki humor pojawił się, owszem, ale generalnie nie był celem samym w sobie. Matylda zaś nie jest spadkobierczynią Pipi, przynajmniej nie w niesfornej naturze i bujnej wyobraźni. Jest natomiast skrzywdzonym, odepchniętym, nieakceptowanym przez rodziców dzieckiem. Powieść Dahla to sztandarowy przykład antypedagogiki. Dzieci są tu mądrzejsze od dorosłych. Wszystko w domu Matyldy jest  á rebous. Rodzice nie pozwalają jej czytać książek, które uwielbia, wychowują w duchu najgorszych wartości i wzorców. Także dyrektorka szkoły – pani Pałka, groteskowa i wynaturzona postać, jest całkowitym przeciwieństwem pedagogicznych zasad. Marzy o szkole bez dzieci, terroryzuje uczniów, dopuszcza się nawet przemocy fizycznej. Na szczęście w książce pojawiają się – jakby dla przeciwwagi – dwie pozytywne dorosłe postaci: bibliotekarka pani Nowelka, która bezwarunkowo akceptuje (co u bibliotekarzy nieczęste) nietypowe upodobania czytelnicze Matyldy i staje się nawet jej przewodniczką po świecie literatury oraz przesympatyczna nauczycielka Pani Miodek, osoba kryjąca straszliwą tajemnicę i osobistą tragedię. Na szczęście autor książki pozwolił Matyldzie – właśnie tej krzywdzonej przez rodziców Matyldzie rozwiązać problemy pani Miodek. Nie mądrym i wszechwiedzącym dorosłym, ale małemu dziecku o genialnym umyśle. Jest to więc w ostatecznym rozrachunku książka o wielkiej nobilitacji odrzuconego dziecka. Dokładnie tak, jak piszą autorzy serii na czwartej stronie okładki: powieść daje jeszcze coś więcej: wiarę w moc czytania i w siłę dziecięcej godności… Dlatego polecam tę uroczą na swój sposób książkę, choć nurt antypedagogiki w literaturze dziecięcej zawsze wzbudzał we mnie jakiś niepokój. NIE wiem, jak odbiera to dziecko. Nie wiem, jak można rozmawiać z nim o takich książkach, w każdym razie „Matylda” jest z całą pewnością dobrym przyczynkiem do dyskusji o wartościach, godności, relacji między dzieckiem i rodzicami, problemach w szkole i wielu innych trudnych sprawach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz