niedziela, 22 stycznia 2012

Jose Carlos Somoza "Dafne znikająca"

Znany pisarz ulega wypadkowi samochodowemu, w wyniku którego traci pamięć. Tuż przed wypadkiem notuje w swoim notesie tajemnicze zdanie: zakochałem się w nieznajomej. I to jedyne co wie o sobie. Po tych kilku zdaniach wydaje się wam zapewne, że to jakaś tania i konwencjonalna powieść sensacyjna. Nic bardziej błędnego. Za tym schematycznym początkiem kryje się genialna powieść-traktat o fikcyjności literatury (stąd moje śmiałe jej otagowanie mianem książki o książce). W samej warstwie fabularnej powieść Somozy jest wydumana i sztuczna (choć nie wiem czy nie jest to zabieg celowy), wciąga jednak czytelnika tajemniczością i ciągłymi zwrotami akcji opierającymi się  na tym, że wielokrotnie ani czytelnik ani nawet sam bohater książki nie wie co jest prawdą a co fikcją. Główny bohater zostaje bowiem uwikłany w  intrygę, która zmienia jego życie w literacką zagadkę zacierającą granicę między książką a życiem. Podczas prób jej rozwikłania spotyka na swojej drodze szereg epizodycznych, genialnie skrojonych, groteskowych do bólu postaci: demonicznego ociemniałego wydawcę, kobietę będącą zawodową modelką dla pisarzy, niespełnionego poetę, który zabija się przy pomocy książki (tego jeszcze nie było!), pisarkę alkoholiczkę, która tak zżyła się z tworzoną przez nią postacią, że ta zaczęła nad nią panować,  szaleńczego pisarza, który porywa kobietę i pragnie wymazać wszelkie ślady jej prawdziwej tożsamości, uczynić z niej postać literacką a potem dokonać morderstwa i przekonać czytelników, że czytają o fikcyjnych wydarzeniach. Postacie te (długo, długo czytelnik nie dowie się, która z nich jest „prawdziwa”, a która „gra”) skrojone są co najmniej na miarę Canettiego i jego absurdalnego „Auto da Fe”. Jednym słowem czytelnika czeka wysmakowana, wyrafinowana literacka gra i to gra do ostatniego zdania. Przy całej jej sztuczności to znakomity pomysł, pozostawiający mętlik w głowie i nakazujący refleksję nad tym co czytamy i z czego utkane są powieści, które bierzemy do ręki…

4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. A tytułowa Dafne? Czy to nawiązanie do mitologi Dafne porwanej przez Zeusa, czy imię własne jednej z bohaterek? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawiązuje w ogóle do "Metamorfoz" Owidiusza i do mitu o Dafne. Nawiązuje w oryginalny i wyrafinowany sposób. Owidiusz patronuje tej książce. Naprawdę polecam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię takie książki, na pewno jej poszukam!

    OdpowiedzUsuń