wtorek, 24 stycznia 2012

Józef Hen "Pingpongista"

„Pingpongista” to kolejna rozliczeniowa powieść. Znakomita. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie jak czytana kilka lat temu książka „Doścignięty” Dobraczyńskiego. Zamerykanizowany Polak – powojenny emigrant, sędzia Mike Murphy (kiedyś Michał Dembina) przybywa do swojego rodzinnego małego polskiego miasteczka Cheremca na uroczystości związane z osłonięciem tablicy upamiętniającej pogrom Żydów. Próbuje rozpoznać stare kąty i starych znajomych. Ale szybko okazuje się, że ma tu jeszcze jedną „misję” do spełnienia. W rzezi zginął jego przyjaciel z młodości, Żyd znakomicie grający w pingponga. Ostatni mecz przegrał jednak z Mikiem, zaraz potem zginął mimo prób ratowania przez przyjaciela. Dlatego sędzia obiecał mu rewanż… Symboliczny rewanż tyle lat po śmierci… Miasteczko kryje w sobie wiele tajemnic i powojennych ran. To nie Niemcy bowiem spalili Żydów w stodole, ale… sami jego mieszkańcy. Żyje jeszcze rodzina, będąca prowodyrem tego czynu, Mike spotyka się z jej członkami, rozmawia. Spotyka się też z mordercą przyjaciela, odkrywa kolejne mroczne tajemnice mieszkańców. Cała powieść Hena zasadza się na dialogach (bardzo łatwo przerobić ten tekst na formę sceniczną). Skondensowanych, ale nie sztucznych dialogach amerykańskiego sędziego z mieszkańcami miasteczka. Szokuje mnogość prawd, poglądów i sposobów na zaakceptowanie przeszłości. Dialogi te pełne są napięcia i bardzo gęste. Zresztą… Mike nie chce dokonać prawdziwego rewanżu na zbrodniarzach. On sam się już dokonał, mieszkańcy żyją bowiem i męczą się ze swoją tajemnicą. Są żałośni w próbach stawiania czoła historii…
Naprawdę znakomita książka. Bez pustosłowia, przemyślana od pierwszego do ostatniego słowa. Realistyczna i jednocześnie symboliczna do bólu. Nie epatuje okrutnymi opisami rzezi, raczej ciemną stroną ludzkiej egzystencji. Do zastanowienia i przemyślenia. 

1 komentarz:

  1. Wygląda bardzo ciekawie, ja teraz czytam trochę podobną książkę, więc może za jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń