środa, 8 lutego 2012

Krystyna Siesicka "Powiem Julce"


Kolejny tytuł znaleziony w „Buncie czytelników”. Czyż czytanie nie jest niebezpiecznym labiryntem, w którym każda przeczytana książka pociąga za sobą kolejne tytuły a mnogość ich zapętla się wokół czytelnika… Oj jest, ale to właśnie w czytaniu fascynujące.
Leszczyński omawia tę króciutką powieść Siesickiej m.in. w kontekście lektur przybliżających nastolatkom losy ludzi podczas drugiej wojny światowej. Każda z tych lektur znajduje inny klucz do serca nastolatków. Jaki klucz znajduje Siesicka? „Powiem Julce” to poruszający, spokojnie snujący się dialog-monolog starej już dzisiaj kobiety do wnuczki najlepszej przyjaciółki z młodości. Narratorka Tereska przeżyła ucieczkę z transportu do obozu i ulokowana została wraz z siedemnastoma innymi kobietami we dworze w Pastuszkach. To właśnie tu, w „trochę soplicowym, trochę serbinowskim dworze” (co narzuca oczywiście swoistą poetykę opisu) przeżyła swoją młodość: pierwszą miłość do panicza Karola i wielką przyjaźń z dziewczyną ze wsi – Zośką (babcią Julki). Opowiada o tej młodości spokojnie i z szacunkiem. Opowiada o leniwym życiu dworu, darciu pierza, łuskaniu fasoli, ucieczce dziedziców przed frontem, wojennych traumach i napotkanych ludziach. Często zwraca się do Julki mając świadomość przepaści  pokoleniowej. Julka wykreowana została zresztą na typową dzisiejszą nastolatkę z telefonem komórkowym, sprawnie obsługiwanym GG, coca-colą w ręku i hamburgerem w ustach (czy słusznie i czy nie jest to trochę stereotypowy osąd, można by podyskutować). Mimo iż książka nie jest pozbawiona lekkiego dydaktyzmu, warto polecać ją młodym, warto też sięgnąć po nią w starszym wieku (na pewno spodobałaby się naszym babciom), bo mimo iż porusza trudne tematy, jest w niej jakiś wewnętrzny spokój, jakaś wiara w ludzi i los.

Ktoś miał znakomity pomysł na okładkę. Znajduje się na niej reprodukcja obrazu Jacka Yerki „Polny kredens”. Książka Siesickiej jest właśnie taka jak ten obraz. Sielankowy opis dworu ze wszystkimi soplicowymi akcesoriami, pies Łaty w tle, a daleko za otwartymi drzwiami surowy księżyc i noc – niepokojące zwiastuny wojny…

2 komentarze:

  1. Świetna recenzja. Zgadzam się z nią w stu procentach. Kiedy byłam w gimnazjum miałam istną obsesję na punkcie książek Siesickiej. Teraz na ogół czytam już co innego, ale autorkę zawsze wspominam z uśmiechem, a i czasem zatrzymam się nad dawną lekturą raz jeszcze... Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do mojego recenzenckiego kącika: http://recenzje-nati.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję. Ja ominęłam Siesicką w młodości szkolnej ale zawsze jest czas na nadrobienie czytelniczych zaległości:-)
    Zaproszenie do Twojego recenzenckiego kącika przyjęte!

    OdpowiedzUsuń