sobota, 12 maja 2012

Warszawskie Targi Książki 2012

Dwie godziny drogi, trzy godziny na targach, dwie godziny z powrotem. Siedem godzin rozłąki z córeczką... ale byłam! Krótko, ale wystarczająco, by poczuć tę jedyną w swoim rodzaju atmosferę. I żeby zobaczyć tłumy, których jeszcze, jako smakosz i coroczny bywalec targów, nie widziałam. I zmarginalizowane stoiska czytników e-booków - "nie myśl, że książki znikną" - zaśmiałby się Eco. I co jeszcze?
Przecudnej urody nagrodę Donga na stoisku Media Rodzina:
wspaniale zaaranżowaną wystawę poświęconą Januszowi Koczakowi:
stoisko japoskich książek, na którym upatrzyłam sobie jedną z nich, ale za diabła nie mogłam się dogadać i do zakupu nie doszło:
zjawiskową Olgę Tokarczuk:
kompletnie nic nie robiących sobie z dzikich tłumów kamiennych czytelników:
moje ukochane, w tym roku niezwykle skromne stoisko z rosyjskimi książkami:
najbardziej jednak zadziwił mnie taki widok, choć przecież były i młodsze dzieci:
no i chłopaki siedzące na schodach, zatopione w lekturze jak gdyby nigdy nic:

Poza tym przywiozłam dedykacje od Doroty Sumińskiej, Marcina Szczygielskiego, Anny Onichimowskiej, Julii Hartwig i... "tysiące uścisków i buziaków" dla mojej Oleńki od Agnieszki Frączek, wpisane do książki "Całuski i buziaczki" :-)



6 komentarzy:

  1. AAA! Pierwsza relacja z targów, którą czytam! Zazdroszczę spotkań, autografów, atmosfery, wszystkiego. Mam za daleko do stolicy, więc muszę czekać na katowickie i krakowskie targi. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też bym wzięła dziecko w chustę, gdybym miała godzinę drogi a nie pięć :) Mi jednak aż tak nie zależy - nigdy nie rozstałam się z synkiem na więcej niż 4 godziny i nie wyobrażam sobie na razie 7 godzin. Taka ze mnie zaborcza matka ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. To ona ma na imię Oleńka! Ślicznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdroszczę! Też bym chciała tam być!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. To ja byłam dłużej :) Dwie godz drogo do, potem 7 godz. na targach i dwie z powrotem. W niedzielę powtórka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Byłam, doświadczyłam, u siebie opisałam, a teraz wspominam po raz drugi. Nie trafiłam na stoisko z rosyjskimi książkami, aaaaa. Może to i dobrze, bo bym na pewno coś kupiła, a potem płakała, bo filmy oglądam po rosyjsku swobodnie, ale książki dukam i się wściekam

    OdpowiedzUsuń