wtorek, 17 lipca 2012

Chris Priestley "Opowieści grozy Wuja Mortimera"


Lubię bać się jak dziecko – bezpiecznie. Nie oglądam horrorów, czytam natomiast z chęcią takie jak ta straszności, bo wtedy wyobraźnia sama pracuje na tyle, na ile czytelnik zniesie. A jeśli są to straszności rodem z Edgara Allana Poe – tym lepiej.  Tytułowy wuj Mortimer mieszka w upiornym domu za lasem. Odwiedza go spokrewniony z nim chłopiec, któremu wuj opowiada przy kominku straszne historie. Każda zainicjowana jest jakimś przedmiotem znajdującym się w tym strasznym domu. Wuj przyznaje się, że zbiera przedmioty przeklęte i niebezpieczne. Dlaczego? Jego tajemnica (zdradzać nie będę - wszak tajemnica) wyjaśni się w ostatniej opowieści. Ale zanim to następuje, czytelnik – po wprowadzeniu w odpowiedni nastrój oczywiście (stuki, puki, obce kroki w straszliwym domu, ciemności, mgła za oknem) wysłuchuje wraz z chłopcem szereg mrożących krew w żyłach historii, w których roi się od upiorów, demonów, duchów i wielu innych okropieństw. Muszę przyznać, że makabreski te napisane są naprawdę w dobrym guście, z poszanowaniem tradycji (Edgara Allana przede wszystkim). Momentami groteskowe, momentami z przymrużeniem oka, jednak zawsze straszne i poruszające wyobraźnię (największe wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie „Zimowe drzewa”). Nie wiem tylko czy nie za mocne dla dziecka, ale współczesne dzieci chyba nie lubią już bać się bezpiecznie… Proponuję więc podsuwać tę książkę ostrożnie, najlepiej najpierw przeczytać ją samemu. O zmroku!
I jeszcze dwa słowa o samym wydawnictwie: poprawnie złożone, z klimatycznymi czarno-białymi ilustracjami, pomysłową okładką i ładną wyklejką.Pozycja nominowana do nagrody Donga w ubiegłym roku. Warto mieć w swoich zbiorach!

1 komentarz:

  1. Takie straszności to i ja chętnie poczytam. :)

    OdpowiedzUsuń