wtorek, 21 sierpnia 2012

Julian Tuwim "Lokomotywa"

Na wierszach Juliana Tuwima w tym wydaniu wychowala się moja mama, po niej książkę przejęłam ja, a po mnie przejęłaby Oleńka, ale ze względu na ryzyko rychłego zjedzenia zrobiłam rekonesans w księgarniach i upolowałam jej nowe wydanie (do zjedzenia doskonałe). Zdziwiłam się i ucieszyłam, że wydają cały czas tę książeczkę w niezmienionej szacie - z tymi jedynimi w swoim rodzaju, czarnymi i "kanciastymi" ilustracjami Szancera. Ale kiedy wczoraj w Matrasie zobaczyłam wydanie prawdziwie lokomotywowe - oszalałam. I już nie wiem czy Oleńce kupiłam tę Tuwimowsko-Szancerową harmonijkę, czy - na wspomnienie dzieciństwa - sobie...

piątek, 10 sierpnia 2012

Irena Koźmińska, Elżbieta Olszewska "Wychowanie przez czytanie"


„Czytanie to najskuteczniejszy – i najtańszy – sposób budowania wewnętrznych zasobów dziecka”


To BARDZO ważna książka. I jedyna poruszająca jak szeroko problematykę głośnego czytania na jaką trafiłam. Być może jedyna na polskim rynku. I chociaż tytuł wydaje się jednoznaczny, to jest to książka o wychowaniu w ogóle, nie tylko przez czytanie. Jeden z rozdziałów zatytułowany jest „Rodzice – architekci dzieciństwa”, piękne określenie, i zobowiązujące, bo autorki uświadamiają jak ogromna jest rola i odpowiedzialność  rodziców w kształtowaniu młodego człowieka (nie tylko przez czytanie, o nie…) Zainteresowani tematem znajdą w tej książce wskazówki jak czytać głośno, kiedy zacząć, jak dobrać lektury. Dowiedzą się jak przebiega mechanizm nauki czytania – to fragment szczególnie wartościowy dla nauczycieli, którzy „sabotują czytanie” (o  czym też traktuje osobny rozdział). Bardzo dużo uwagi poświęcają autorki problemowi wpływu telewizji i mediów na dzieci i młodzież. Myślę, że rodziców mogą zaskoczyć niektóre informacje. Szczególnie wartościowy – zwłaszcza dla zainteresowanych tematem – jest rozdział o biblioterapii. Taka wiedza w pigułce. Na końcu odnaleźć można także omówienie lektur polecanych do czytania (nie tylko tych, które wyszły w serii Cała Polska czyta dzieciom) oraz dwa arcyciekawe wywiady o wychowaniu. Myślę, że tę propozycję oraz jakąkolwiek książkę Grzegorza Leszczyńskiego (do wyboru do koloru, wszystkie tak samo mądre i rewolucyjne), powinni przeczytać wszyscy poloniści (be względu na rodzaj szkoły i wiek uczniów). Byłaby to dobra terapia wstrząsowa, sęk w tym, że to i tak walka z wiatrakami…
I jeszcze coś… Czytałam tę książkę z niesłabnącym zainteresowaniem, ale irytowało mnie krzywdzące generalizowanie.  Oczywiście, że czytanie to „superwitamina” i „szczepionka”na zło świata, nie trzeba mnie o tym przekonywać (swojemu dziecku czytałam książki jeszcze wcześniej niż autorki zalecają – gdy było w brzuszku a teraz, kilka miesięcy później, jest wytrawnym smakoszem – często dosłownie –dziecięcej klasyki, oczywiście rymowanej i  ilustrowanej). Ale to wszystko nie jest takie proste! Czytanie jest czytaniem, życie życiem…

środa, 1 sierpnia 2012

Małgorzata Strzałkowska "Wiersze, że aż strach"


Zakochałam się w wierszach Małgorzaty Strzałkowskiej. Ja. Nie moja córcia, którą te szeleszczące i świszczące wierszyki na razie chyba trochę denerwują, ale pewnie za kilka lat będziemy miały z nich wspólną radochę, że aż strach. Bo i przygodę z wierszami autorki zaczęłyśmy od książeczki „Wiersze, że aż strach!” .  Te przezabawne rymy traktują o strachach wszelakiej maści. Na czarnych stronicach z negatywowymi literami (genialny pomysł) roi się od kolażowych potworów i  czarownic. Tylko czytać o nich i bać się – ale bać się razem i bezpiecznie. Wszak ci mrożący krew w żyłach bohaterowie okazują się nie tacy wcale straszni. Lord co bał się bordo mordy – sam ją nastraszył, potwór postanawia, że miast straszyć, będzie rozśmieszał, strach lubi być głaskany, a Baba Jaga zza komina jest maciupeńka i śpi w łupinie orzeszka. To wszystko – straszne na pierwszy rzut oka, ale przyjazne po przyjrzeniu się uważniej ilustracje i przezabawne wierszyki o dających się oswoić strachach powoduje, że książeczka oprócz walorów rozrywkowych ma też niezaprzeczalne walory terapeutyczne. Chyba ją kupię (mam egzemplarz z biblioteki, a po prostu się w niej zakochałam – ach to niezdrowe i toksyczne uczucie bibliofilskie), aby była w pogotowiu, gdy Oleńka będzie na etapie wyimaginowanych strachów z wielkimi oczami.  A ten niezwykły humor językowy autorki (wiersze „Coś strasznego” i „Bordo Morda” są genialne), te językowe zakrętasy i wykrętasy – to wszystko powoduje, że satysfakcja czytelnika w każdym wieku będzie tak ogromna, że aż strach!