wtorek, 25 września 2012

Mariusz Szczygieł "Zrób sobie raj"


Gdyby ktoś poprosił mnie abym w jednym zdaniu opisała książkę Szczygła, chyba powiedziałabym „znakomicie skomponowany reportaż” (albo zbiór felietonów – co kto woli, jedno i drugie określenie trochę nie dostaje). Bo właśnie to stwierdzenie nasuwało mi się w każdym rozdziale – że to bardzo dobrze skomponowane.  Każdy rozdział jest osobną, samopuentującą się perełką. Właśnie forma i język zachwyciły mnie najbardziej. W drugiej kolejności oczywiście to co Czechofil o Czechach pisze.  Warto przeczytać, żeby dowiedzieć się co za miedzą słychać. Niesamowite, że to kraj sąsiedni a różnice kulturowe są tak ogromne. Nie trzeba czytać o orientalnych, dalekich krajach, żeby spotkać tak bardzo odmienny od polskiego system wartości i zwyczaje. Wszystkie te rozdziały (włącznie z pogrzebowymi) na temat rachunku Czechów z Panem Bogiem są zadziwiające i niekiedy wstrząsające. Bo Szczygieł pisze lekko i dowcipnie o rzeczach ważnych i poważnych. A każda kropka, wcięcie, powtórzenie mają tu swoje przeznaczenie. Niech mu też będą dzięki za przeciekawy rozdział o czeskim fotografie Janie Saudku . Znakomicie skomponowana książka!

czwartek, 13 września 2012

Zofia Poletyło "Wirus komputerowy" - czyli lektury malucha:-)


"Pokaż się wirusku,
Może się poznamy?
Może ci przyniosę
naleśnik od mamy?"
No właśnie... Jak wytłumaczyć maleńkiemu (bo dla maleńkiego dziecka przeznaczona jest ta mała książeczka z twardymi stronami i w formacie książeczek zalewających supermarkety i kioski a przypominającymi klasykę wierszyka. Nawet nieco kiczowane ilustracje wpisują się w ten "nurt wydawniczy") dziecku czym jest wirus komputerowy i czy ono takiej wiedzy w ogóle potrzebuje? Nie wiem, ale kupiłam tę książeczkę jako ciekawostkę do naszych (moich) zbiorów. Jak widać na załączonym obrazku - zainteresowanie malucha spore:-)

niedziela, 2 września 2012

Michael Ende "Momo"


Seria „Cała Polska czyta dzieciom” to pewniak, a połączona z nazwiskiem autora „Niekończącej się historii” – stuprocentowy, dlatego sięgnęłam bez mrugnięcia okiem.
Tytułowa bohaterka  Momo to tajemnicza dziewczynka, która pojawia się nie wiadomo skąd i zjednuje sobie sympatię mieszkańców miasta tym, że… potrafi słuchać. Ale miasto opanowują (rodem z Kafki – brawa!) szarzy panowie, którzy kradną ludziom ich czas, magazynując go i czerpiąc z niego swą siłę. Ludzie nagle przestają mieć czas dla innych, dla siebie. Stają się  nieszczęśliwi i tracą cel życia. Momo trafia do tajemniczego mistrza Hory, przydzielającego ludziom ich czas i z jego pomocą próbuje uratować przyjaciół i mieszkańców miasta. Tak w skrócie przedstawia się ta niezwykła historia, w BARDZO telegraficznym skrócie, bowiem kryją się za nim niesamowite pokłady interpretacyjne na wielu poziomach w zależności od potrzeb czytelnika i chwili. Dorośli odczytają historię wielkiej kradzieży czasu inaczej niż dzieci ale wiele rzeczy pozostanie w dużej zbieżności:  historia o wielkiej przyjaźni i poświęceniu oraz przypowieść o tym czy dobrze rozporządzamy swoim życiem i czy ktoś (lub coś!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!) nie kradnie nam czasu i życia. Bo choć opowieść ta ubrana jest w płaszczyk lekko baśniowej fantastyki, ja odczytałam ją niemalże jako zupełnie realistyczną antyutopię – spełnioną, niestety….
Ende kreśli kilka znakomitych postaci (np. Beppo Zamiatacza Ulic,) a w treść książki wplata kilka krótkich i soczystych przypowieści (opowiadanych przez Gigi), jak na przykład genialną „Baśń o czarodziejskim zwierciadle”.  Jednym słowem znakomita lektura. Nawet jeśli nie od razu zdacie sobie z tego sprawę, pozostanie w sercach i zakiełkuje, spokojnie – jak Kwiaty Jednej Godziny.

Swego czasu byłam w Teatrze Andersena w Lublinie na „Teatrze Cieni Ofelii” według opowiadania Endego. Spłakałam się na tym (de facto dla dzieci przeznaczonym) spektaklu i nie mogę o nim, jak o historii Momo, zapomnieć. Niestety nigdy nie natrafiłam na tekst opowiadania. Być może nie został przetłumaczony albo funkcjonuje pod innym tytułem. Może komuś ten tytuł rzucił się w oczy i podpowie gdzie go szukać?