sobota, 27 października 2012

Janina Porazińska "W Wojtusiowej izbie"


Jaka szkoda, że ta książka to już tylko zabytek, znakomity, ale jednak zabytek literatury dla dzieci. Tak jak Lenartowicz, Konopnicka i inni, którzy działali na ludową nutę, i których rodzice czytają teraz dzieciom rzadko, z prostej przyczyny – bariery językowej.  Ten uroczy zbiór wierszy Porazińskiej również to tego nurtu nawiązuje – leksyką, frazą i brzmieniem przywodzi ludowe piosenki. Właśnie ta leksyka jest tu przeszkodą, bo i ja nie umiałabym już wyjaśnić wielu terminów. Mimo to jednak czytam Oli, w końcu jeszcze nie rozumie, a już wspaniały dźwięk poezji chwyta i cieszy się brzmieniem tych wierszyków. Do czego zachęcam innych rodziców. Znajdą się tu wierszyki,  które mimo wszystko przetrwały próbę czasu (np. „Wycinanki” – zabawny wiersz wyliczanka). I jeszcze jedna refleksja – tomik może i „przeterminowany”, ale Porazińska wciąż żyje w kołysankach dla dzieci. Te są cały czas nieśmiertelne i od lat pokonują konkurencję.

wtorek, 16 października 2012

Agota Kristof "Analfabetka"


Nie znam tej autorki, do literatury węgierskiej też nigdy nie dotarłam, a książka dostała się w moje ręce (dziękuję Pani Zosiu) dlatego, że jej pierwsze zdanie brzmi: „Czytam. To jest jak choroba”.
Czy można streścić swoje życie w jedenastu kilkustronicowych rozdziałach? Napisać o tym wszystkim co ważne i wyczerpać temat? Węgierska pisarka Agota Kristof rzuca rękawicę wszystkim tym, którzy zapadli na grzech rozwlekłości. Bo można i efekt jest niebanalny.  „Analfabetka” to takie krótkie podsumowanie życia i drogi twórczej. Krótkie ale treściwe, głębokie, poetyckie. Lubię tak pisane książki: poetyckie zdania, ciachane nożem jak chleb, rytmiczne. Lubię soczystą prozę poetycką, obrazy codzienności, które same się puentują. To wszystko znalazłam w tej książeczce. A oprócz tego zapis walki o swoją tożsamość narodową i język. Gdyby ktoś szukał tego motywu – tutaj znajdzie kwintesencję. Dlatego polecam. Ile jeszcze takich pereł kryje się wśród pisarzy krajów, których literatura jeszcze do nas nie dotarła albo dociera (chwała Wydawnictwu Czarne) nadal bardzo szczątkowo.

poniedziałek, 1 października 2012

Krzysztof Sąsiadek "Zabawy paluszkowe"


Miałam na tę książkę ochotę jeszcze przed urodzeniem córeczki, wydała mi się bowiem po prostu ciekawostką, teraz jej nabycie nabrało oczywiście podwójnego sensu. Na to przesympatyczne wydawnictwo składa się krótki, acz treściwy (propozycje wykorzystania wszelakiego)  i ciekawy wstęp oraz szereg rymowanek, przystępnie „ilustrowanych” kształtami rąk i palców. Tylko się uczyć i bawić z dzieckiem. Każdy pamięta przecież klasykę: raka nieboraka czy tajemnicy kominiarza. Autor zebrał znacznie więcej przyjemnych rymowanek, których paluszkowe inscenizacje na pewno umilą wspólne chwile rodziców z dziećmi i uczynią wiele dobra we wzajemnych relacjach. To także zabawy poruszające wyobraźnię i skłonne do wszelkich autorskich modyfikacji. Dlatego z całego serca polecam i biegnę się uczyć i ćwiczyć.