wtorek, 16 października 2012

Agota Kristof "Analfabetka"


Nie znam tej autorki, do literatury węgierskiej też nigdy nie dotarłam, a książka dostała się w moje ręce (dziękuję Pani Zosiu) dlatego, że jej pierwsze zdanie brzmi: „Czytam. To jest jak choroba”.
Czy można streścić swoje życie w jedenastu kilkustronicowych rozdziałach? Napisać o tym wszystkim co ważne i wyczerpać temat? Węgierska pisarka Agota Kristof rzuca rękawicę wszystkim tym, którzy zapadli na grzech rozwlekłości. Bo można i efekt jest niebanalny.  „Analfabetka” to takie krótkie podsumowanie życia i drogi twórczej. Krótkie ale treściwe, głębokie, poetyckie. Lubię tak pisane książki: poetyckie zdania, ciachane nożem jak chleb, rytmiczne. Lubię soczystą prozę poetycką, obrazy codzienności, które same się puentują. To wszystko znalazłam w tej książeczce. A oprócz tego zapis walki o swoją tożsamość narodową i język. Gdyby ktoś szukał tego motywu – tutaj znajdzie kwintesencję. Dlatego polecam. Ile jeszcze takich pereł kryje się wśród pisarzy krajów, których literatura jeszcze do nas nie dotarła albo dociera (chwała Wydawnictwu Czarne) nadal bardzo szczątkowo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz