czwartek, 29 listopada 2012

Ewa Ostrowska "O królu cukrowym..."

Jeśli w dalekim dzieciństwie śpiewano Wam kołysankę „Był sobie król”, jeśli wychowaliście się na „Królu Maciusiu I” i/lub kochacie „Małego Księcia” to pora na wizytę w bibliotece w celu wyjęcia z odmętów zapomnienia książki  Ewy Ostrowskiej (na pewno będzie stała w magazynie, może nawet już zubytkowana z winy nieczytania). Szkoda że aż tam trzeba sięgać po tę perełkę, ale tak z perłami bywa. Tym bardziej, że książka wydana jest (Wydawnictwo Łódzkie, 1975) nieprawdopodobnie… ohydnie. Dawno nie widziałam tak nieatrakcyjnych ilustracji w książce dla dzieci.
Zasadniczą częścią baśni jest opowieść o Cukrowym Królestwie, w którym (faktycznie) rządzi kucharka Pelasia i w którym wybierają Cukrowego Króla (zanim wybiorą – mamy kapitalną karykaturę rządów wszelakich, także współczesnych). To tu znajdują schronienie przed przeznaczeniem wyśpiewywanym w kołysance Marcepanowa Królewna i Piernikowy Paź, to stąd swą niezwykłą podróż po Drodze Mlecznej odbywa Cukrowy Król. Podróż w łódeczce i odwiedziny mieszkańców poszczególnych gwiazd to oczywiście odniesienie do podróży Małego Księcia, pełne absurdalnego – godnego oryginału poczucia humoru i interpretacyjnej głębi (poziomów interpretacyjnych jest tu bardzo dużo).
Baśń Ostrowskiej to jednak przede wszystkim opowieść o dzieciństwie – o jego logice i prawach. Zachwyca ten literacki misz-masz motywów, dobrze wywarzony absurd (uwielbiam go w literaturze dla dziecka)  i specyficzny humor. Wzrusza możliwość powrotu tam, gdzie dawno nas już nie ma…

2 komentarze:

  1. Moja ukochana książeczka z dzieciństwa. A ilustracje, mimo że potworkowe, zrosły mi się z nią i już tak nie rażą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że znalazła się osoba, dla której ta książka to echa dzieciństwa:-) Pozdraiwam ciepło

    OdpowiedzUsuń