sobota, 12 stycznia 2013

nowe wydanie "Alicji w Krainie Czarów"


Jestem alicjanofilem. Marzę aby posiąść wszystkie wydania Alicji na świecie. To oczywiście bibliofilskie marzenie ściętej głowy. Póki co nie mogę skompletować polskich, brakuje pieniędzy i miejsca. Pod choinką znalazłam jednak najnowsze wydanie (dziękuję Gwiazdko!!!!!!!!!!!!), w dodatku szczególne. Nowe tłumaczenie Elżbiet y Tabakowskiej , ilustracje – uwaga – Tove Jansson. Oglądało mi się dziwnie. Trochę tak jakoś… muminkowo. Światy Alicji i Muminków w ogóle do siebie nie przystają a tu jakoś dziwnie, alogicznie  się połączyły. Nawet Kapelusznik przypominał mi Włóczykija. Dziwne, zaprawdę dziwne doświadczenie…  Jeśli zaś chodzi o nowy przekład…. Była to mega, przepraszam za kolokwializm ale tylko to przychodzi mi do głowy w okresie noworocznym – wypasiona uczta literacka. Zwłaszcza, że porównywałam sobie co bardziej soczyste wątki z wcześniejszym tłumaczeniem Krzysztofa Dworaka. Równie interesujące doświadczenie. Oba tak się różnią w momentach tych zawiłych kalamburów językowych typowych dla Alicji, że aż trudno uwierzyć, że tłumaczono ten sam tekst. Myślę, że to trzy różne utwory, jak to z przekładami bywa. Uwielbiam absurd w literaturze, szukam go, więc  powieść  Carrolla jest jedną z moich ulubionych książek. Mimo to – jakby nie patrzeć – kontekst większości tych absurdów z Krainy Czarów zupełnie już się zatarł. Nikt nie myśli  o jakiś parodiach wiktoriańskich wierszyków itp… A jednak czyta się Alicję zawsze tak samo. Czeka na biegnącego królika, przysiada do stołu Kapelusznika,  czuje zapach przemalowywanych róż. Ta powieść to literacki gigant. 

1 komentarz: