niedziela, 24 lutego 2013

David Colbert "Magiczny świat Władcy Pierścieni"


Nie jestem wielbicielką „Władcy Pierścieni”.  Przeczytałam (=wymęczyłam) trylogię, bo tak wypadało.  Bo to literacki i kulturowy gigant. Kiedy jednak dostałam w prezencie książkę Colberta, zaczęłam ją czytać prawie od razu i z dużym zainteresowaniem. A to dlatego, że lubię mimo wszystko wiedzieć więcej. Kiedy skończyłam cykl o Potterze, wyczytałam kilka książek „okołopotterowych”. Nie mam jednak podobnych ambicji w kwestii dzieła Tolkiena, dlatego ta niewielkich rozmiarów, obszernie ilustrowana, ale jednak podająca na talerzu podstawowe źródła trylogii i interpretująca podstawowe fakty książeczka bardzo mi się przydała. Prawdziwych miłośników nie zadowoli, ale takich jak ja – owszem. Mimo BARDZO popularnego języka, nieco kolokwialnych śródtytułów, autor odpowiada na wiele pytań o źródło motywów i bohaterów, okraszając tekst na marginesie ciekawostkami maści wszelakiej. Książka pisana jest hasłowo, indeks i wewnętrzna nawigacja ułatwiają odnalezienie interesujących treści.  Jest także obszerna bibliografia, jakby niedostająca do samego opracowania. Czyli książka o „Władcy Pierścieni” na start:-)


sobota, 9 lutego 2013

Ignacy Płażewski "Dzieje polskiej fotografii"


Wreszcie znalazłam opracowanie idealne. Ciężko trafić na sensownie opracowaną historię fotografii, a tym bardziej polskiej (to jedyny tytuł z tego zakresu). Ignacy Płażewski wykonał zaś nieprawdopodobnie mrówczą pracę, genialnie skonstruowaną i opracowaną, a dodatkowo popełnioną przepiękną, nieco trącącą już myszką – tak jak uwielbiam – polszczyzną. Na książkę składa się historia fotografii polskiej pisana niejako linearnie – jako fascynująca opowieść o tej niezwykłej dziedzinie oraz szczegółowa kronika wydarzeń rok po roku. Owszem, kiedy przechodzi do tworzenia na ziemiach polskich stowarzyszeń fotograficznych, opracowanie staje się nieco toporne w czytaniu, zanim jednak to się staje, przechodzi razem z czytelnikiem przez genialnie opisane początki fotografii polskiej na BARDZO szerokim tle – nie tylko historii fotografii światowej. Płażewski wskrzesza przedwojennych fotografików, po których pozostały jedynie kiepskie reprodukcje w prasie. Zaprasza do pierwszych atelier i oprowadza po ich wnętrzach. Tłumaczy jak nikt inny, systematyzuje. Wyjaśnia wiele trudnych terminów i zjawisk z zakresu chemii, fizyki, optyki… . Nareszcie! Dzięki Ignacemu Płażewskiemu zrozumiałam tak wiele dotąd niejasnych dla mnie zjawisk, terminów!!!!!!!!!!!  Całość uzupełniają krótkie noty biograficzne o przedwojennych fotografikach. Opracowanie kończy się na 1939 roku. Szkoda. Chciałabym czytać dalej…
Polecam zaintersowanych tematem. Muszę zdobyć tę książkę, za wszelką cenę!!!!!

piątek, 1 lutego 2013

Andrew Clover "Tata rządzi"


Książka amerykańskiego komika. Ojca trójki dzieci, choć ostatnie rodzi się w ostatnim rozdzialeJ Zacznę od tytułu. Jest niesprawiedliwie mylący. Wydaje się bowiem, że książka jest klasycznym, kretyńskim, i kolejnym (trzy razy K) poradnikiem dla rodzica. A tu dokładnie odwrotnie – powstała w przeciwwadze do wszechwiedzących superniań. 63 tytułowe zasady są jedynie tytułami rozdziałów – krótkich, gdzieniegdzie fajnie spuentowanych, trochę felietonowych refleksji o doli ojcostwa. Razem układają się w niezwykle sympatyczną historię, opowiedzianą szczerze i z poczuciem humoru. O codziennych sytuacjach, zmaganiu z brakiem funduszy, trudnych wyborach. O wielkiej wyobraźni małych córeczek. Owszem, raził mnie trochę rubaszny momentami język, ale to w końcu męski punkt widzenia. Dlatego warto aby książkę przeczytali i ojcowie (nie jesteście sami!) i matki (a więc tak to widzicie…). Nie jest to jakaś wybitna literatura, o nie. Prawdę mówiąc książkę czytałam głównie w autobusach i kolejkach, ale czasami warto przeczytać coś mniej ambitnego i bardziej „ludzkiego”. Nie powiem, były momenty, kiedy płakałam ze śmiechu. Dla tych fragmentów warto szczególnie. Były też fragmenty, których nie zrozumiałam – różnice mentalności i przesadzona, momentami aż niesmaczna szczerość autora.
Warto dodać, że książkę uzupełniają fajne, śmieszne i głupiutkie rysunki. Jednym słowem dla rodziców „po godzinach”.
No i jedno z mądrzejszych zdań:
„Dzieci skarżą się, że keczup rozlał im się na groszek, ale nigdy się nie skarżą, że życie jest bez sensu”.