piątek, 1 lutego 2013

Andrew Clover "Tata rządzi"


Książka amerykańskiego komika. Ojca trójki dzieci, choć ostatnie rodzi się w ostatnim rozdzialeJ Zacznę od tytułu. Jest niesprawiedliwie mylący. Wydaje się bowiem, że książka jest klasycznym, kretyńskim, i kolejnym (trzy razy K) poradnikiem dla rodzica. A tu dokładnie odwrotnie – powstała w przeciwwadze do wszechwiedzących superniań. 63 tytułowe zasady są jedynie tytułami rozdziałów – krótkich, gdzieniegdzie fajnie spuentowanych, trochę felietonowych refleksji o doli ojcostwa. Razem układają się w niezwykle sympatyczną historię, opowiedzianą szczerze i z poczuciem humoru. O codziennych sytuacjach, zmaganiu z brakiem funduszy, trudnych wyborach. O wielkiej wyobraźni małych córeczek. Owszem, raził mnie trochę rubaszny momentami język, ale to w końcu męski punkt widzenia. Dlatego warto aby książkę przeczytali i ojcowie (nie jesteście sami!) i matki (a więc tak to widzicie…). Nie jest to jakaś wybitna literatura, o nie. Prawdę mówiąc książkę czytałam głównie w autobusach i kolejkach, ale czasami warto przeczytać coś mniej ambitnego i bardziej „ludzkiego”. Nie powiem, były momenty, kiedy płakałam ze śmiechu. Dla tych fragmentów warto szczególnie. Były też fragmenty, których nie zrozumiałam – różnice mentalności i przesadzona, momentami aż niesmaczna szczerość autora.
Warto dodać, że książkę uzupełniają fajne, śmieszne i głupiutkie rysunki. Jednym słowem dla rodziców „po godzinach”.
No i jedno z mądrzejszych zdań:
„Dzieci skarżą się, że keczup rozlał im się na groszek, ale nigdy się nie skarżą, że życie jest bez sensu”.

1 komentarz:

  1. trafiłam przez przypadek na tę książkę, przeczytałam ją w trymiga, tak mi się spodobała:)

    OdpowiedzUsuń