wtorek, 5 marca 2013

Bruno Bettelheim "Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni"


„Baśnie to czarodziejskie zwierciadła ukazujące różne zjawiska naszego świata wewnętrznego oraz fazy rozwojowe, jakie musimy przejść, aby osiągnąć dojrzałość. Gdy zanurzymy się w znaczenia baśniowe, wydadzą one nam się najpierw spokojną tonią, w której obija się tylko nasza twarz. Wkrótce jednak odkryjemy, że w głębi widać wewnętrzne wiry naszego życia psychicznego, a także obrazy tego w jaki sposób osiągnąć pokój z sobą samym i ze światem zewnętrznym, pokój, który nagrodzi nasze trudy”. No właśnie. O tym jest ta obszerna (ponad 500 stron) rozprawa psychoanalityka dziecięcego Brunona Bettelheima. Rozprawa często przywoływana i cytowana przez historyków literatury dziecięcej. Właśnie dlatego trafiła w moje ręce i właśnie dlatego czytało mi się ją bardzo dziwnie, bo przyzwyczajona jestem do analizy historycznoliterackiej, a tu zupełnie nowe ujęcie. Nie jest to też książka, którą można przeczytać jednym tchem. Trzeba robić przerwy na oddech i najlepiej na lekturę tekstów przywoływanych baśni. Trochę ciężka, ale fascynująca książka. Dowiedziałam się z niej bardzo dużo przede wszystkim o psychicznym rozwoju dziecka. Warto więc, by czytali ją rodzice. Sama teoria baśni ludowych (bo autor omawia baśnie ludowe, nie literackie) jako „elementarzy, z których dziecko uczy się czytać we własnym umyśle” budzi we mnie sprzeczne i mieszane uczucia. Ile w tym sztucznego naciągania symboli i motywów – nie wiadomo. Wiadomo, że mimo to warto przebrnąć przez ten opasły tom, wszak na polonistyce o psychoanalizie mówi się co nieco, a i książka zmusza do myślenia i do refleksji nad tym co czytamy naszym dzieciom.

2 komentarze:

  1. Przeczytałam to tomiszcze jeszcze w czasie beztroskiego studiowania, dobrych kilka lat temu. Dwoje dzieci wstecz. Pamiętam do dziś fascynację ogromną rolą, jaką odgrywają baśnie i bajki.
    I ogromem inspiracji, jakiej dostarcza lektura tej książki.
    W każdym razie do dziś patrzę, zwłaszcza starannie dobierając lektury dla swoich małych szkrabów, na bajki i baśnie z perspektywy roli, jaką mogą odegrać w życiu maluchów. Pozdrawiam, Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie, inaczej odbiera się takie teksty mając już dzieci. Ja podeszłam mimo wszystko do tych teorii ostrożnie. Jak każda metodologia - i to podejście do literatury nie jest zapewne wolne od nadinterpretacji. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń