sobota, 16 marca 2013

Jacek Dehnel "Młodszy księgowy. O książkach, czytaniu i pisaniu"


Pisałam już kiedyś, że jestem ortodoksyjną  miłośniczką tego wszystkiego co wyszło spod pióra Dehnela, a jego samego uważam moją czytelniczą intuicją za jednego z najlepszych pisarzy współczesnych. Teraz zostałam przez niego obdarowana książką o książkach. Dlaczego ja? A czyż na okładce nie jest napisane: „Pierwszą wizytę w czyimś domu zaczynają od przejrzenia księgozbioru. Jeśli nie mają przed oczami książki czy gazety, intensywnie czytają szyldy albo napisy na etykietkach. Lubią się grzebać nie tylko w dziełach znanych i popularnych, ale i w tomikach grafomanów, w prospektach reklamowych sprzed stu lat i w innych szpargałach. Książki – ich pisanie, czytanie, pożyczanie, zbieranie, opowiadanie o nich, cytowanie ich, składowanie i tym podobne – stanowią istotną część ich życia. Jestem jednym z nich. I to dla nich, czyli dla nas, napisałem Młodszego księgowego”. A więc i dla mnie. Czy może być większa radość niż kupić zbiór felietonów ulubionego pisarza poruszających okołoksiążkowe i książkowe tematy? Bo „Młodszy księgowy”  (swoją drogą – znakomity tytuł)  to takie silva rerum dla bibliofilów i zachłannych czytelników.  Ale nie tylko – bo spektrum tematów jest niezwykle szerokie (sprytnie podzielone tematycznie na rozdziały) – od literatury postsmoleńskiej i liternetu, przez zepsute laptopy, znaki własnościowe w książkach, po analizę „Piotrusia Pana” jako gejowskiej książki dla dzieci (naprawdę!!!!), a pomiędzy tym szereg luźnych tematów, wszystko okraszone doświadczeniami autora (np. ze spotkań autorskich) i jego osobistymi lekturami. Ceniłam Dehnela za to niezwykłe panowanie nad językiem, za kunszt słowa, wreszcie za ogromną wiedzę z zakresu fotografii - teraz uważam go za geniusza. Za tymi felietonami kryje się nieprawdopodobny ogrom wiedzy i pochłoniętych książek. Nieprawdopodobny!!!!!!!!! On ma dopiero 30 lat! Nie mówiąc już o tym, że to najlepszy zbiór felietonów jaki czytałam. Anne Fadiman (którą zresztą chwali) może się schować ze swoim „Ex librisem”. Nie jestem być może obiektywna: raz że dostałam do ręki książkę o książkach mojego ukochanego pisarza, dwa: nie przeszkadzała mi wcale ta gejowska interpretacja „Piotrusia Pana” i krytyka postdisneyowskich ilustracji w książkach dla dzieci (nawet jeśli podświadomie się z nią nie zgadzam i jeśli myślę sobie: oj gdyby miał pan dziecko…). Tak czy siak zostałam zaproszona na niezwykłą literacką ucztę. Na „intelektualną imprezę” (kto czytał ten będzie wiedział, dlaczego w cudzysłowie). 
To właśnie jest intelektualna impreza Panie Jacku – z rana zanim obudzi się dziecko, po kryjomu gdy bawi się klockami, kiedy zasypia i kiedy śpią już wszyscy, a ja ledwo widzę na oczy, ale oderwać się od „ Młodszego księgowego” nie mogę – to była moja literacka, intelektualna uczta! DZIĘKUJĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

6 komentarzy:

  1. Czytałem i wciąż jestem pod wrażeniem. Najbardziej podobały mi się felietony o samozwańczych mistrzach literatury i te dotyczące książek najgorszych. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. W tych felietonach każdy książkofil znajdzie coś dla siebie! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę nazwac siebie "książkofil" nie mnie to co Piszesz jest bardzo interesujące. Dzięki za wpis. Pozdro. M.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że wkrótce będę mogła zapoznać się z książką, bo upatrzyłam ją sobie już jakiś czas temu. A te niezliczone wykrzykniki powyżej jeszcze bardziej mnie w tym postanowieniu utwierdziły. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Ani ciepli ani chłodzi. Jak dla mnie nic nowego. Wiadomo, można był trafić na coś dużo gorszego, jednak mimo wszystko odczuwam żal straconego czasu. A poza tym odwiedź podobne strony i będzie na nich dużo podobnych opinii :)

    OdpowiedzUsuń