niedziela, 2 czerwca 2013

Iwona Chmielewska "Pamiętnik Blumki"


Nie wiem co napisać o książce, o której napisano już pewnie wszystko, o książce docenionej, nagradzanej, zauważonej. Dużo jest wartościowych recenzji tej pozycji, jak choćby na stronie Rymsa: http://ryms.pl/ksiazka_szczegoly/806/index.html
Wypożyczyłam ją z biblioteki do domu, choć właściwie mogłabym ją szybko przeczytać na miejscu w pracy. Chciałam jednak trochę dłużej i „dokładniej” pobyć z tym niezwykłym pamiętnikiem dziewczynki z Domu Sierot. Blumka pisze bowiem pamiętnik, w którym opisuje m.in. dzieci ze wspólnego zdjęcia. Jest ich dwanaścioro i każdemu poświęcona jest cała strona. Sama fotografia zilustrowana jest na samym początku książki, w momencie jej wykonania i już jako gotowe, pożółkłe zdjęcie. Ciekawy pomysł z tym motywem fotografii, szkoda, że autorka nie opisała autentycznej fotografii dzieci z Korczakiem (takie przecież były), ale i tak opis ten robi wrażenie, także dlatego że dzieci te opisywane są z perspektywy jednej z wychowanek. Iwona Chmielewska wykłada prosto i ciekawie cały system wychowawczy Korczaka. Nie ma tu zagrożenia, nie ma biedy i wojny – jest szacunek do dzieci. Bardzo mi się podoba, że wychodzą takie pozycje, które pokazują Korczaka przede wszystkim jako zaangażowanego i aktywnego pedagoga a nie „tego, który poszedł z dziećmi do gazu” – smutnego, pochylonego człowieka z licznych pomników i rzeźb. Pamiętam taką rzeźbę z Zakopanego, widziałam ją dawno temu w prywatnej pracowni. Korczak obejmujący dzieci, pochylający się pod ciężarem czegoś co wyglądało jak rozpylony gaz. Tak go sobie zawsze wyobrażałam. Książki Beaty Ostrowickiej i Iwony Chmielewskiej pomagają dzieciom poznać bliżej jego życie – nie męczeńską śmierć, o której i tak się dowiedzą i która i tak nimi odpowiednio wstrząśnie, jeśli nie na lekcji historii to przed jednym z pomników Korczaka. Podobnie pisał o nim Newerly, ale jego książka skierowana jest raczej do młodzieży.
W warstwie graficznej propozycja Chmielewskiej jest arcydziełem. Mówić o tym i przekonywać nie trzeba. Autorka wykorzystuje na każdej stronie motyw linii starego, pożółkłego zeszytu uczniowskiego, stare rekwizyty i… niezapominajki. Mimo że książka jest trochę monochromatyczna, nawet Ola z zainteresowaniem obejrzała ją kilka razy. Wszystko tu jest przemyślane, wszystko na swoim miejscu. Prawdziwa książka artystyczna i udana książka obrazkowa – doskonała równowaga między tekstem i układem graficznym. Warto mieć ją w swoich zbiorach. Jedyną wadą wydawnictwa jest… format. Większy od A4, nie mieści się ani na domowych, ani bibliotecznych półkach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz