niedziela, 23 czerwca 2013

Tracy Hogg, Melinda Blau "Język dwulatka"


Nie byłabym w stanie podać trafniejszego przykładu na bardziej wprowadzający w błąd i nieporozumienie tytuł książki niż tytuły serii amerykańskiej superniani Tracy Hogg; „Język niemowląt” i „Język dwulatka”. Są to bowiem w obu przypadkach opracowania kompleksowe dotyczące dzieci, nie dotyczą one tylko komunikacji, a już na pewno nie są poradami „translatorskimi” – jak to jednoznacznie sugeruje tytuł, choć w pierwszej części taki element się pojawiaJ „Język dwulatka” z podtytułem: „Moja mama mnie rozumie” wprowadza w błąd podwójny. Nie o dwulatka i jego język bowiem chodzi, a o dzieci wyrastające z okresu niemowlęctwa, czyli wskazane jest, aby książkę tę zacząć czytać najpóźniej w okolicach pierwszych urodzin dziecka. Ola ma prawie półtora roku a ja już żałuje, że nie sięgnęłam po tę pozycję wcześniej. Bo warto, choć tych, którzy w rękach tej serii jeszcze nie mieli uprzedzić muszę, że wymaga ona spokojnej, wytrwałej lektury. Nie jest to bowiem kolejny - krzykliwy w formie graficznej i przeładowany superreceptami i poradami cud szybko czytający się w poczekalni poradnik, ale ponad 300 stron nieśpiesznego, litego tekstu. Warto jednak podjąć trud tej lektury, autorka omawia bowiem najpowszechniejsze błędy wychowawcze, spokojnie tłumaczy to o czym na co dzień w zmaganiu z małym człowiekiem nie mamy pojęcia i z czego nie zdajemy sobie sprawy. Bo właśnie z nieświadomości pewnych procesów psychologicznych i w ogóle psychologii dziecka wynika wiele frustracji i problemów. Dlaczego więc nie mielibyśmy ich poznać. Ta wiedza leży na wyciągnięcie ręki. Podobne poradniki zawsze można odnieść do wszystkich ogólnoludzkich sytuacji, one uczą nas wiele o...  samych sobie. Mnie bardzo ta książka pomogła, podobnie jak genialny „Język niemowląt”. Nie rozgrzeszyła, nie uspokoiła, ale pomogła. Dlatego drogie Mamy, jeśli macie tę książkę na półkach, a Wasze dzieci nie mają jeszcze dwóch lat, nie czekajcie! Będziecie żałować, bo wiedzę z tej książki można wykorzystać w zasadzie od początku, nie jest na nią za wcześnie!

3 komentarze:

  1. Póki co takie książki mnie nie interesują, ale jak dorobię się potomstwa,to na pewno będę miała ją na uwadze:

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny jest ten dyptyk. Bardzo wiele dał mi jeśli chodzi o budowanie kontaktu i rozumienia z moją córeczką; może nawet pierwszy tom więcej. Nie ze wszystkim się zgadzam, bo na przykład z premedytacją olałem uczenie zasypiania w łóżku. Żal było mi rezygnować z tej bardzo dla mnie ważnej i osobistej chwili, kiedy dziecko zasypia na rękach i z kołysanką. I dobrze zrobiłem - Ula skończyła 2 lata i sama zarządziła zasypianie w łóżeczku a nie na rękach. Ale dużo zawdzięczam nieżyjącej już niestety p. Hogg. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm...czy tylko ja zwróciłam uwagę na niefortunną okładkę, czy reszcie szkoda słów na jej komentowanie?:)

    OdpowiedzUsuń