poniedziałek, 1 lipca 2013

Andrzej Maleszka. Magiczne drzewo. Pojedynek


Ja wiedziałam, że tak będzie… Jak tylko dorwę najnowszą część „Magicznego drzewa” to ustaną wszystkie funkcje życiowe z wyjątkiem jednej – czytania. I tak też się stało. Wiedziałam, że nie mogę sobie na to pozwolić, ale jednak zaczęłam czytać. A jak zacznie się którąś z książek z tej serii to przestać nie można. Pisałam już przy poprzedniej części, że tekst z okładki: „powieść w tempie gry komputerowej” to nie żadna wydawnicza, że tak powiem kolokwialnie – ściema. Nie znam  innej młodzieżowej opowieści, w której akcja zmieniałaby się tak błyskawicznie. Każda strona niemalże przynosi jakiś nowy zwrot akcji i na każdej stronie wydaje się, że teraz jest to już sytuacja bez wyjścia. Choć jest tu dużo fabularnych uproszczeń, to jednak oddałam się cyklowi Maleszki z prawdziwą, egoistyczną, czytelniczą przyjemnością. Czytam ten cykl dla czystej przyjemności i relaksu. Czwarta część bardzo mi się podobała. Formuła autora (ograny niby w literaturze, ale nadal  świeży motyw zaczarowanego przedmiotu) nie wyczerpuje się, wręcz przeciwnie, motyw zaczarowanych figur szachowych był genialny. Aż się nie mogę doczekać co będzie w dalszych tomach. Nie mam teraz w pracy bezpośredniego kontaktu z czytelnikami, gdyby jednak tak było, wypożyczałabym i proponowałam Maleszkę KAŻDEMU. To cykl zarówno dla niewyrobionych czytelników jak i dla zaawansowanych fanów „potterowskiej” fantastyki. Osadzenie akcji w środowisku dorastających dzieci, współczesne „cyfrowe” realia i młodzieżowy dialekt oraz subtelny humor i pewne walory terapeutyczne (siła przyjaźni, rehabilitacja złych bohaterów, jasny system wartości) wieńczą dzieło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz