sobota, 13 lipca 2013

Lewis Carroll "Przygody Sylvii i Bruna"


Właściwie nieznana książka. A to przecież kolejny Carrollowski świat absurdu! Szkoda że nieznana, choć przyznaję – w wielu partiach może być dla czytelników nieczytelna. Fabuła gdzieś po drodze pęka, rozsadza tę opowiastkę. Trudno w ten świat uwierzyć, choć nie wiem czy wierzyć trzeba, bo status samego narratora jest zgoła niejasny. Świata kochającego się rodzeństwa – Sylwvi i Bruna – też. Sen? Żart? Ale że w książce dominuje wszędobylski absurd – być może te kategorie w ogóle jej nie dotyczą. Jest tu też miejsce na iście gombrowiczowski (Panie Gombrowiczu pan musiałeś Alicję w Krainie Czarów czytać, oj musiałeś…) nastrój. Motyw królestwa i rządów przedstawione  w krzywym zwierciadle, jakby autor obejrzał wcześniej „Iwonę, księżniczkę Burgunda”. Naprawdę! Oni – Gombrowicz i Carroll muszą tam sobie teraz w niebie rozmawiać i nieźle się z nas chichrać. Ale słówko o treści. Sylwia i Bruno mieszkają w zwariowanym królestwie, nad którym panuje miłościwie Opiekun – ich ojciec. Kiedy jednak ten znika w Elflandii, aby tam objąć królestwo, jego brat – Pod-Opiekun – ogłasza się cesarzem i już nie chce panować miłościwie. Nie panuje jednak nad tym królestwem w żaden sposób – jego kondycja psychiczna  - i w ogóle wszystkich bohaterów tej książki – jest bezwzględnie gorsza od kondycji Szalonego Kapelusznika i Marcowego Zająca. „Normalne” pozostają w tym świecie jedynie dzieci, ale to one właśnie wędrują po dziwnych krainach w poszukiwaniu ojca. Jednym słowem książka tyle schematyczna w warstwie fabularnej, co zadziwiająca niejasnym statusem świata, w którym nic nie klei się do siebie. Jeśli myślicie, że Ionesco jest mistrzem absurdu to się gorzko mylicie. Warto przeczytać tę książkę bo cały jej humor opiera się właśnie na absurdalnych dialogach, które występują w przynajmniej trzykrotnie większym natężeniu niż w Alicji. Ale jest jeszcze coś, co urzekło mnie w tej niełatwej przecież i zupełnie nieprzydatnej dzieciom i młodzieży książce. Postać Bruna. W całej jego konstrukcji – dialogach, sposobie myślenia, działania, motywacjach, Carroll wyzyskuje to wszystko co najlepsze w kilkuletnim dziecku. Znakomity portret dziecka (większość najlepszych „Ionescowych” dialogów pochodzi właśnie z tej różnicy postrzegania świata przez dziecko i dorosłego). Hołd dziecięcemu myśleniu. Widać to głównie w zamiłowaniu Bruna do tworzenia nonsensownych bajek, do radosnego zmyślania.
Jednym słowem znakomita literatura absurdu. Czytałam (i pisałam o niej niedawno) biografię Carrolla „Po obu stronach lustra”. Trudno mi było po jej lekturze uwierzyć, że człowiek tak sztywny i konserwatywny mógł napisać moją ukochaną Alicję. Teraz wiem, że ktoś kłamał… albo autor biografii, albo autor Alicji…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz