sobota, 10 sierpnia 2013

John Stephens "Szmaragdowy atlas. Księgi początku"


Wszystko jest tu trochę „potterowe”: opuszczone przez rodziców rodzeństwo, nad którym wisi proroctwo, świat ludzi współistniejący ze światem magii, Magnus Straszliwy – daleki kuzyn lorda Voldemorta, tajemniczy doktor Pym, który z pewnością siedział w jednej ławce z Dumbledorem, no i Jazgule – podróbka (wcale nie taka kiepska) Dementorów. Podobieństwa są tak wyraźne, że nie da się tych skojarzeń uniknąć. Ale mimo to John Stephens stworzył kolejny fantastyczny świat, w który warto się zanurzyć. Dużo tu typowych dla tego gatunku schematów powieściowych, lejtmotywów (np. magiczna księga), dużo jednak wspaniałej i godnej podziwu wyobraźni. Ta powieść jest po prostu bardzo dobrze skrojona, napisana z dużym polotem literackim, wyczuciem, subtelnym poczuciem humoru. Nie ma tu dłużyzn, akcja zmienia się na tyle szybko, że nie można oderwać się od przygód Bogu ducha winnego rodzeństwa, które w pewną wigilijną noc zostaje rozdzielone z rodzicami i od tej pory tuła się po sierocińcach. Bohaterowie trafiają do przedziwnego miasteczka, w którym brakuje dzieci, a potem akcja rozkręca się niebywale szybko: magiczna księga, za pomocą której przenoszą się w przeszłość, walka o Wymarłe Miasto, spotkanie z magiczną stroną świata. Autor wykorzystuje bardzo wytarte wydawać by się mogło motywy księgi i podróży w czasie. Czyni to jednak w  oryginalny i interesujący sposób. Bardzo podobały mi się te wędrówki w czasie za pomocą fotografii położonych na atlasie. To co urzekło mnie jednak w tej powieści najbardziej to relacje między kochającym się rodzeństwem – opisane  bardzo subtelnie i jeszcze bardziej prawdziwie. To – podobnie jak Harry Potter – historia o walce dobra ze złem i pokonywaniu własnych słabości. Godna polecenia młodym czytelnikom. Myślę sobie, że Rowling dała światu nie tylko Harrego. Dała schematy i pomysły na kolejne wspaniałe, magiczne światy. To chyba nie do końca takie złe, gdy w kolejnej i kolejnej książce spotykamy kuzynów ulubionego bohatera…

4 komentarze:

  1. Już aż tak młodym czytelnikiem nie jestem, ale kiedyś dla przyjemności przeczytam, jeśli wpadnie mi w ręce :)

    www.licencja-na-czytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Za stara jestem :)

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Halo halo! To nie od wieku zależy!!!!!! Każdemu należy się odpoczynek przy dobrej młodzieżówce!!!!!!!!!!!!!!!!! Pozdrawiam książkowo

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja czytałam tą książkę i myślę,że jest naprawdę fajna gdy chce się oderwać od rzeczywistości. Polecam ;)

    OdpowiedzUsuń