piątek, 13 września 2013

Aleksander Kościów "Lecą wieloryby"

„Lecą wieloryby” to faktycznie dziwna książka. Przeczytałam kilka recenzji, przejrzałam blogi czytelnicze  zanim, nie bez oporów, sięgnęłam po tę powieść. Po kilku pierwszych stronach wydawało mi się, że znajdę w niej to, czego szukałam po lekturze recenzji z okładki – realizm magiczny. Kiedy jednak główny bohater, Jon, trafił do Peronii – dziwnego miejsca, będącego nieskończonym (w opinii jego mieszkańców) Torowiskiem, a potem akcja książki robiła się coraz bardziej mroczna, niejasna i alogiczna – wiedziałam już, że trafiłam raczej do świata Kafki, niż Marqueza, choć dobre i to, bo takich odważnych i jawnych inspiracji Kafką w literaturze już dzisiaj mało. Niestety za szybko, stanowczo za szybko pojęłam, jaki chwyt konstrukcyjny zastosował Kościów w swojej powieści. Tym bardziej, że już to znałam… w dodatku z książki wydanej w tym samym roku. Z powieści dla młodzieży „Za niebieskimi drzwiami” Marcina Szczygielskiego. Tam również akcja powieści rozgrywa się w podświadomości chłopca, który zapadł w śpiączkę. I w niczym nie pomogła oryginalna wyobraźnia autora. To już dla mnie było w innej książce i koniec… Kościów zaoferował mi więc pusty postkafkowski świat bez zaskoczenia.  Mimo to nie żałuję czasu poświęconego na lekturę tej, bądź co bądź bardzo bogatej w możliwości interpretacyjne książki. Niektórzy dostrzegli w niej nawet elementy powieści inicjacyjnej (gdzie?). Ja troszkę pozachwycałam się soczystymi obrazami wyobraźni (chociażby tą straszną Peronią – chyba już zawsze będę patrzeć inaczej na dworce kolejowe… – czy tytułową sceną przelotu wielorybów).  Z dwóch prób literackiego wniknięcia w umysł człowieka pozostającego w śpiączce bezwzględnie bardziej podobała mi się propozycja Szczygielskiego. U Kościowa za dużo było zagadek, za dużo scen żywcem wziętych z sensacyjnych filmów. Momentami myślałam nawet, że już nie dam rady. Ale dobrnęłam do tytułowego przelotu wielorybów. Czego innym odważnym, którzy sięgną po książkę, również życzę.

3 komentarze:

  1. http://bazyl3.blogspot.com/2011/01/leca-wieloryby-aleksander-kosciow.html :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bazylu, genialna recenzja!!! No i cieszę się, że nie jestem odosobniona, tym bardziej że trafiałam raczej na pozytywne - o dziwo - opinie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą genialnością to gruuuuba przesada. Faktem natomiast jest, że niezbyt lubię książki, uogólniając, oniryczne i "na granicy jawy i snu" :)

      Usuń