sobota, 26 października 2013

Grzegorz Bartos "Opowieść o dwóch meczach i morderstwie"

Kilka lat temu pisałam przy okazji zbioru opowiadań Bernarda Gotfryda „Widuję ich w snach”, że to jedyny znany mi przykład literackiego Radomia. W ostatnich latach namnożyło się tych literackich portretów miasta – i dobrze. Bo wśród nich znalazłam prawdziwą perełkę. Oj długo nie będę mogła otrząsnąć się po tej lekturze, długo…
Powieść Bartosa przebiega dwutorowo i w dwóch czasowych przestrzeniach. Jedna, właściwa opowieść, to żydowski Radom początku lat 30. Kluczowym wydarzeniem jest przypadkowe morderstwo, którego dokonuje młody Żyd po jednym z rozegranych meczy. Autor, podobnie jak to miało miejsce w przeczytanym przeze mnie ostatnio „Żarcie” Kundery (czyli budowa tekstu nie najoryginalniejsza, ale za to dobrze i przez najlepszych sprawdzona) w kolejnych rozdziałach dopuszcza do głosu poszczególnych bohaterów – młodych ludzi, którzy w swoich monologach lub pozornych dialogach opowiadają o swoim życiu i relacjach w wielokulturowym Radomiu. Słuchamy m.in. romansującej z  Żydem Gerszonem gojce Krysi, zakochanej w nim Róży, zakochanego w Krysi Antka i innych (tak, tak – wątek romansowy bierze tu górę…).  Każde z nich  ma odmienny ogląd tej samej rzeczywistości. Autor znakomicie oddaje językowo różnice między postaciami, te monologi to prawdziwy językowy majstersztyk! Ale to nie wszystko – drugi tor powieści to współczesny Radom i monolog porte parole samego pisarza, który poznaje przypadkowo trójkę amerykańskich Żydów.  Szuka dla nich informacji o ich rodzinie. Wszystko się komplikuje, gdy do Polski przyjeżdża wnuczka Susan. Ta „druga” opowieść to taki swoisty metatekst do faktycznej opowieści. Dużo tu informacji o tym, jak autor zdobywał wiedzę z historii radomskich Żydów, bardzo dużo refleksji nie tylko o historii, ale o egzystencji każdego z nas. To, paradoksalnie, bardzo egzystencjalna książka… Trochę taka kunderowska właśnie (erotyzm też jest, a jakże… zieje z niej erotyką!!! Ale to również kunderowska erotyka!).
Ciężko jest sensownie streścić tę powieść – mimo pozornie prostej fabuły, tak naprawdę jest tu bardzo dużo mikrowątków, powieść urasta wręcz do jakiegoś swoistego labiryntu motywów, wątków, refleksji… Tak, labirynt to bardzo dobre określenie.
Sama zaś ocena historii wyłożona w tej właśnie „metatekstowej” części książki jest porażająca. I wynika ona nie tylko z ogromnej wiedzy, ale też wielu lat przemyśleń. Porażająca – kolejne trafne słowo dla tej książki.

No i jest jeszcze jeden aspekt lektury „Opowieści o dwóch meczach i morderstwie”. Autor zabiera nas na spacer po nieistniejącym już, żydowskim Radomiu. W nieprawdopodobnie plastyczny sposób ożywia to, co już dawno minęło. Po lekturze książki spojrzałam na to miasto zupełnie inaczej. Omijane zaułki nagle stały się interesujące. Zupełnie zmieniło się moje postrzeganie Radomia. Ta książka to głęboka refleksja o kondycji tego miasta – także współczesnej kondycji. Tylko wziąć i – czytając – podążać śladami bohaterów. Choć opis jest momentami chaotyczny, choć okropnie gubiłam się w tym literackim labiryncie, nie żałuję czasu poświęconego tej – wcale nie takiej łatwej i przyjemnej, jak by się mogło wydawać – książce. Dużo zmieniła w moim oglądzie rzeczywistości – nie tylko tej najbliższej, a wszak po to czytamy książki…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz