czwartek, 3 października 2013

Mariusz Urbanek "Brzechwa nie dla dzieci"

Zacznę od tego, że kiedy zobaczyłam biografię Brzechwy wystawioną w witrynie księgarni, pomyślałam od razu – aha, kolejna biografia „non fiction”, tropiąca sensację za wszelką cenę. Przyznacie przecież, że tytuł NIE DLA DZIECI nasuwa od razu jednoznaczne skojarzenia. Tytuł okazał się jednak tylko chwytem marketingowym, bo oto właśnie skończyłam jedną z najlepiej napisanych biografii jaką czytałam. Urbanek przeprowadza nas przez dzieciństwo i młodość Brzechwy w gawędziarskim, barwnym stylu. Mnóstwo tu ciekawych i nieznanych faktów, mnóstwo humoru, ciepła i anegdoty. Właśnie – ciepła i serdeczności – w takiej atmosferze mamy okazję poznać człowieka, o którym tak naprawdę niewiele wiemy. Po lekturze książki pomyślałam sobie – fajny musiał być z niego facet, dobry człowiek. Ot co. Urbanek – zdaje się – pisze tak jak było – bez udziwniania, bez rozgrzeszania, bez zajmowania jakiegokolwiek stanowiska. Ten obiektywizm cały czas się wyczuwa i bardzo mi się to podoba. Wątek prostalinowskiej przygody Brzechwy też jest – a jakże – autor poświęcił mu sporo miejsca w książce i całe dwa rozdziały końcowe. Jednak nie wyczuwa się w tym opracowaniu jakiejś sztucznej pogoni za sensacją, Urbanek daleki jest od jakiejkolwiek oceny sytuacji. A tym samym udowadnia, że człowiek nigdy nie jest tylko czarno-biały. Właśnie taką postawą zmusza do refleksji nad tamtymi czasami. I może właśnie dlatego czytelnikowi wydaje się w trakcie lektury, że Brzechwa fajnym gościem był…       I pewnie czytelnik się wcale nie myli…

Ale z tego bogatego opracowania dowiemy się dużo nie tylko o autorze „Kaczki Dziwaczki”, ale także o wielu wydarzeniach z historii narodu i literatury. A ponieważ Brzechwa był adwokatem wyspecjalizowanym w prawie autorskim, Urbanek szeroko opisuje jego najważniejsze sprawy sądowe, uświadamiając czytelnikom wiele zjawisk, o których zapewne nie mieli nawet pojęcia (np. kwestie umów wydawniczych zawieranych podczas wojny). Naprawdę wartościowa książka! Brawo dla autora za to że w całym tym nurcie „non fiction” w jego biografii ocalał prawdziwy człowiek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz