poniedziałek, 7 października 2013

Milan Kundera "Żart"

Przy okazji „Księgi śmiechu i zapomnienia” pisałam, że pisarstwo Kundery boli i że… nie umiem o nim pisać. Nic się nie zmieniło w moim odczuciu po przeczytaniu „Żartu”, nie wiem co napisać, a boli jak cholera… Ależ ten facet grzebie, ależ grzebie w najgorszych, najbardziej wstydliwych ludzkich kompleksach, instynktach. Często pojawia się w jego prozie motyw odbicia w innym człowieku, uczynienia z niego lustra. Tak jest też z całą prozą pisarza. Genialne w pisarstwie Kundery jest też to, że to ludzkie uniwersum, tę „nieznośną lekkość bytu” umiejscawia w konkretnym czasie historycznym, który w dodatku tak mocno na to uniwersum wpływa. To mnie najbardziej zawsze zadziwia w jego książkach, że socjalistyczna rzeczywistość jest bodźcem do ujawniania najbardziej drażliwych kompleksów (apogeum tego zjawiska występuje właśnie w „Nieznośnej lekkości bytu”).  „Żart” jest chronologicznie pierwszą powieścią Kundery – i czuje się tutaj ten zawiązek tematów i motywów, które potem buchną z niebezpieczną siłą. Powieść jak zwykle o tym samym: o kompleksach seksualnych, rozdźwięku między ciałem i duszą, o lekkości bytu, o tym jak socjalizm wdziera się w ludzkie słabości i namiętności. Na to czytelnicy czekają i na to liczą. Podoba mi się ta egzystencjalna koncepcja powieści. Bardzo podoba… W „Żarcie” zachwyciła mnie także budowa powieści. Autor korzystając z narracji pierwszoosobowej pozwala dojść do głosu kilku bohaterom – na czele z Ludwikiem, wokół którego kręci się akcja. Wszyscy ci bohaterowie w którymś momencie zetknęli się z Ludwikiem i jego osoba pozostawiła na nich niezatarte piętno. Kiedy „słuchałam” kolejnych monologów bohaterów, myślałam sobie… a co z tymi, których autor nie dopuścił do głosu? Co oni mogli by nam, może chcieliby nam powiedzieć?… Pod koniec książki tempo przyspiesza. Kolejni bohaterowie nie otrzymują już dla siebie całych rozdziałów, a jedynie przeplatane ze sobą fragmenty, coraz krótsze, trwa kakofonia wewnętrznych monologów aż do finału powieści. Znakomite!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Choć przecież samo zawiązanie fabuły (ba! ona sama!) jest banalne. Ale nie o to tu chodzi aby się działo, nie o to…
Nie umiem pisać o Kunderze, nie umiem go nawet szybko czytać, muszę powoli, bo inaczej nie zniosłabym swojego odbicia… I tak jest z każdą jego książką…

Jeszcze dwa słowa o samym wydaniu. Państwowy Instytut Wydawniczy kilka lat temu zdecydował się heroicznie (i chwała mu za to) wydać wszystkie teksty Kundery. Dostępność ich w bibliotekach (słaba, jak się domyślacie) nie jest oczywiście winą wydawnictwa (choć cena książek była w moim odczuciu zbyt wysoka, by lekką ręką uzbierać całość, choć ta całość musiała się rozejść, bo nie doświadczyłam tej serii w tanich książkach). Winą jest natomiast złożenie tekstu tak małą czcionką, że przebrnięcie przez te teksty wymaga nie lada wysiłku. Czytanie Kundery jest już wystarczającym wysiłkiem umysłu i serca, żeby utrudniać to jeszcze tak fatalnym składem. Amen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz