niedziela, 10 listopada 2013

Antoni Libera "Godot i jego cień"

Przywiozłam tę książkę, razem ze skromną dedykacją autora, z targów książki kilka lat temu, ale dopiero teraz znalazł się może nie odpowiedni czas i miejsce, ale odpowiedni stan umysłu – aby ją przeczytać… „Madame” byłam zachwycona – nie mogło być inaczej, przez Becketta również przeszłam podczas studiów bezboleśnie i z satysfakcją– dlatego z radością kupiłam „Godota i jego cień”…

Libera pisze na początku swoich wspomnień znamienne słowa: Jeżeli słyszy się czasem lub czyta w opowieściach, że książka czy czyjeś słowo, wizja zaklęta w języku – potrafi kogoś odmienić, wpłynąć na czyjeś życie i to do tego stopnia, że staje się on kimś innym albo pojmuje sam siebie, to wolno mi powiedzieć, że nie są to czcze legendy, lecz istotnie tak bywa. Te słowa to właściwie kwintesencja tej arcyciekawej książki. Libera zabiera bowiem czytelnika w fascynującą podróż, w której życie przeplata się z literaturą, którego literatura jest motorem. To wspaniałe odnaleźć swoją – w niej – drogę…  „Godot i jego cień” to „relacja” autora z fascynacji Beckettem i zapis wędrówki "przez" i "do" jego twórczości, a przez to i do samego siebie. Narracja przeplatana jest oczywiście wieloma refleksjami związanymi  z twórczością Becketta i próbami analizy – których zrozumienie zależne jest od stopnia znajomości twórczości samego Becketta (pobieżna lektura Godota i Końcówki, obawiam się, nie wystarczy…) ale samą warstwę wspomnieniową czyta się – podobnie jak „Madame” – jako fascynującą spowiedź „dziecięcia wieku”. Libera pisze o realiach, które dla młodych ludzi urodzonych w latach 80. i później są już jedynie martwą, choć przerażającą i zadziwiającą dekoracją…  Im zaś autor bliżej jest samego Becketta – napięcie rośnie niczym w powieści sensacyjnej. Sama złapałam się na tym, że z czytelniczą naiwnością przekartkowałam kilka stron do przodu, żeby upewnić się czy do spotkania z autorem faktycznie dojdzie. Kibicowałam jak nigdy… I wciąż jestem też pod przeogromnym wrażeniem zapisu rozmowy Becketta z Liberą. I samego Becketta. Jednym słowem fascynująca lektura, bardzo osobisty zapis drogi, takie – jak się domyślam – prywatne, szczere do bólu katharsis. Życie zbudowane na literaturze. Tylko – również naiwnie – pozazdrościć tej życiowej włóczęgi i celu. Wspaniała, niezwykle mądra życiowo, przemyślana książka.   

1 komentarz:

  1. Mnie z kolei z literackich odwołań "Madame" interesowała Joanna Schopenhauer, której "Gdańskie wspomnienia młodości" główny bohater kupował w antykwariacie "Logos" (jeśli dobrze pamiętam) w Alejach Ujazdowskich. Ale w tym przypadku rzeczywistość niestety zaskrzeczała.

    OdpowiedzUsuń