niedziela, 15 grudnia 2013

Eduard Uspienski "Troje z Prostokwaszyna"



„Troje z Prostokwaszyna” to książeczka skierowana do młodszych dzieci, autorstwa rosyjskiego pisarza Euarda Uspienskiego. Na początku jakoś nie mogłam tego dziwnego świata załapać, potem jednak zaczął mnie bawić i śmieszyć. Książeczka opowiada o 4-letnim chłopcu, przez swą wyjątkową dojrzałość nazwanym wujaszkiem Fiodorem. Znajduje on pewnego razu mówiącego kota, a że mama nie chce słyszeć o przygarnięciu zwierzęcia, wujaszek ucieka z domu i osiada na jednej z wsi. Dołącza się do nich zwariowana kompania: pies Szarik, który zajmuje się… fotoplowaniem, kawka Łapaczka, mówiąca krowa i traktor napędzany ludzkim jedzeniem. Od czasu do czasu mieszkańców dziwnego domku odwiedza niezdarny listonosz Piecuś – i to on najczęściej jest źródłem humoru i sytuacyjnego, i słownego – tego drugiego tym bardziej, że postać jego jest żywcem wzięta z najlepszych przykładów literatury absurdu. A ja uwielbiam takie znaleziska w literaturze dla dzieci. Uwielbiam elementy absurdu… Dla przykładu soczysty dialog z Piecusiem  w roli głównej, z którego i Lewis Carroll byłby dumny:
Listonosz przemókł do suchej nitki. Tacie zrobiło się go nawet żal.
- Co też pan będzie roznosić listy w taką brzydką pogodę? Niech lepiej pan je wyśle pocztą.
Listonosz przyznał mu rację:
- Słusznie, słusznie. Dlaczego ja je muszę roznosić w taką pluchę? Ma pan dobry pomysł. Jeszcze dziś przedstawię go kierownikowi.
Ale absurd osadza się nie tylko na dialogach. Nikogo tu nic nie dziwi, żadne dziwactwo. Wszyscy przyjmują ten zwariowany świat mówiących zwierząt i napędzanych jedzeniem traktorów jakby nigdy nic.

I tylko dorośli czytelnicy domyślać się mogą, że fabuła książki to raczej i tylko - projekcja marzeń dziecięcych. Wujaszek Fiodor ucieka z domu i znajduje opuszczony domek. Chce znaleźć skarb – idzie i znajduje, chce mieć traktor trochę prawdziwy a trochę nie – przysyłają mu. Grunt, że te dziecięce marzenia kończą się dobrze – rodzice wkraczają do akcji, gdy robi się niebezpiecznie. Cały czas są obok i poszukują synka –  jak w dobrych i pożytecznych książkach dla dzieci przystało. Subtelny humor, sympatyczni zwierzęcy bohaterowie, miłość rodziców i przyjaźń dzieci ze zwierzętami. Czego chcieć więcej. Książka dodatkowo pięknie wydana – z niebanalnymi, trochę „rozmytymi”, ciepłymi ilustracjami, ładnie wykończona typograficznie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz