sobota, 21 grudnia 2013

Janina Porazińska "I w sto koni nie dogoni"

Dawne to, bardzo dawne lata. Odbiegły i nie dogonisz ich ani na rączym koniu, ani na skrzydłach, ani rakietą księżycową. Tylko myśl ludzka, najszybsza, może się tam znaleźć.
I właściwie tym pojemnym cytatem ze wstępu książki mogłabym zakończyć jej omawiane, bo idealnie oddaje jej naturę, ale przecież tak uczynić nie wypada...
„I w sto koni nie dogoni” to zapiski znanej, wspaniałej pisarki dla dzieci, plik luźno powiązanych ze sobą wspomnień z najdalszego dzieciństwa Porazińskiej.  Z czasów kiedy, jak sama pisze: I ja miałam kiedyś 6 lat i marzenie, aby zostać dorożkarzem. To taka fotograficzna niemalże kronika z mieszczańskiej kamienicy w Lublinie początku wieku, gdy nie było jeszcze elektryczności, a po ulicach jeździły dorożki; i potem z majątku ziemskiego w Chrustach, gdzie mała Janinka spędzała każde wakacje. Kalejdoskop ludzkich typów, zabawnych historii, dawnych i zapamiętanych przez dziecko opowieści dziadków. Jednym słowem świat, którego już nie ma i nie będzie. Właśnie dlatego warto sięgnąć po ten pliczek wspomnień. Dla tego minionego świata. Przyznam się szczerze, że dawno nie czytałam wspomnień tak archaicznie – i w leksyce i w sposobie obrazowania – napisanych, ale właśnie w tym kryje się cały ich urok. To co najbardziej trąci myszką, okazuje się nośnikiem poszukiwanych w literaturze wartości. Lubię takie starocie.
Jeśli zaś spojrzeć na tę książkę pod kątem historii literatury dla dzieci, to znakomicie widać w niej co i jak ukształtowało późniejszą autorkę „W Wojtuiowej izbie”. Daje też w przepiękny sposób, mimowolnie, odpowiedź na pytanie, dlaczego ludzie byli kiedyś zdrowsi i szczęśliwsi…

Wydanie, które czytałam, również jest bardzo interesujące. Niby niepozorne, ale tekst posiada obszerne marginesy, które są jednocześnie miejscem na maleńkie, czarno-białe ilustracje. Wyglądają one trochę jak stare drzeworyty.  To książka, do której – ze względu na treść i graficzną oprawę – można się przywiązać, co też z chęcią uczyniłam…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz