środa, 8 stycznia 2014

Andrzej Maleszka "Gra"

Po lekturze kolejnych książek Maleszki z cyklu „Magiczne drzewo” w zasadzie zawsze piszę to samo, więc i tym razem nie będzie inaczej. Kiedy czytam Maleszkę – nie istnieję dla świata. Tylko czytam i czytam… i nie mogę się oderwać. Tym razem było tak samo, wiedziałam zresztą, że tak będzie i po to zresztą wypożyczyłam książkę z biblioteki – dla dzikiej rozkoszy czytania. Pochlania mnie ten świat od pierwszej strony. Choć nie jestem już dawno nastolatką, choć fabuła tego fantastycznego cyklu nawet w warstwie realistycznej mocno odbiega od jakiegokolwiek prawdopodobieństwa – rzucam się w ten świat, naiwnie wierzę w niego i czytam do upadłego, żeby potem czekać na kolejną część…
No i znowu się powtórzę: fascynuje mnie w tym cyklu to, że liczne i nagłe zwroty akcji powadzone są tak, jakby były sytuacjami bez wyjścia. Autor wykazuje się nieprawdopodobną wyobraźnią, nie ma w tym świecie pęknięć, nie ma niekonsekwencji. Są za to bardzo współczesne realia – co dla młodego czytelnika jest niezmiernie ważne. Gdybym pracowała w dziale dziecięcym, chyba każdemu polecałabym ten cykl. Zwłaszcza, że nie brakuje tu – oprócz brawurowej akcji i subtelnego humoru w dialogach, także uporządkowanego systemu wartości – walki o przyjaźń i wierność. Po prostu znakomita seria. Ot co.

Z książki na książkę autor proponuje kolejne, coraz ciekawsze rozwiązania i „czarodziejskie przedmioty”. Z tak wyświechtanego  już w literaturze motywu zaczarowanego przedmiotu tworzy zupełnie nową jakość. Tym razem jest to kostka do gry, która posiada tylko dwie możliwości: wyrzucenia szóstki albo jedynki. Przeczytajcie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz