poniedziałek, 24 lutego 2014

"Całuski na dobranoc"


Jeśli szukacie odpowiedniej książki, aby zacząć wieczorne czytania z maluchem, to „Całuski na dobranoc” są strzałem w dziesiątkę (obok kultowej „Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham”). U mnie start był bardzo udany, po dwóch „czytaniach” Ola upomniała się sama i wreszcie usłyszałam te przepiękne słowa wypowiedziane tonem rozkazu: „bajka na dobranoc!!!”.
Książeczka nie jest obszerna i nie zawiera wiele tekstu. Treść też nie jest szczególnie skomplikowana:  duży miś mówi małemu misiowi, że zasypianie jest łatwiejsze, niż mu się wydaje, po czym na każdej stronie mówi dobranoc i rozdaje całuski innemu zwierzątku, np. całuski na dobranoc dla małego jelonka, do mamy mocno przytulonego, czy całuski na dobranoc dla malej myszki, która lubi jedzonko chrupiące. Wszystkim tym wersom towarzyszy taka właśnie specyficzna składnia (nie wiem czym podyktowana, ale podoba mi się!) i spokojne, „milutkie” rysunki wymienianych zwierzątek: mam i ich dzieci. Spokojne, bez przeładowania szczegółem, ale jednocześnie pobudzające wyobraźnię. Uspokajająca, wyciszająca, ujmująca książka do wspólnego czytania i przytulania się w trakcie lektury. Tekst zaś na tyle elastyczny, że gotowy do wszelkich innowacji i radosnego wspólnego wymyślania i tworzenia. Polecam ją z całego serca! U nas stała się wieczornym rytuałem.

czwartek, 20 lutego 2014

Gaston Leroux "Upiór w operze"

Na początku czytałam tę książkę, nucąc motyw przewodni musicalu Webera. Im jednak dłużej z nią obcowałam, tym moje nucenie coraz bardziej cichło, bo zdawałam sobie sprawę, że… ŻADEN musical, nawet tak genialny, ŻADEN film, żadna, nawet najbogatsza inscenizacja nie oddadzą klimatu tej niezwykłej książki. To trzeba PO PROSTU przeczytać!!! Historia upiora opery utrzymana jest w formie reportażu historyka-dziennikarza, który na podstawie poszlak, wspomnień, policyjnych raportów, wreszcie pamiętnika tajemniczego Persa, próbuje zrelacjonować, co naprawdę stało się w podziemiach opery. Historia ma więc tak naprawdę kilku narratorów, opisana jest w wielu punktów widzenia, zyskując tym z jednej strony iluzję autentyczności, z drugiej zaś pozostaje w niej przez to wiele niedomówień. Nie wyjaśnia się wcale na przykład prawdziwy powód brzydoty Eryka, a uwierzcie mi, ubranie go w białą maskę zasłaniającą pół twarzy (tak utrwalony jest przecież w kulturze)  to, owszem, miłosierny gest w stronę Upiora, ale BARDZO luźno nawiązujący do prawdziwej książkowej postaci.

W powieści jest wszystko to, co być powinno w powieści literackiego spadkobiercy Edgara Allana Poe – to powieść do bólu romantyczna, z całą rekwizytornią i formalnym wyposażeniem powieści grozy. A poza Upiorem i nieszczęśliwą Christine jednym z jej głównych bohaterów jest… sama Opera z jej podziemiami. Opera naprawdę wydaje się być równoprawnym bohaterem tej książki. A Eryk? Kolejny wspaniały literacki odmieniec. Nie tylko Anioł Muzyki, ale przede wszystkim genialny… iluzjonista!!!!! Uwielbiam takie postaci, szukam ich w literaturze: tych miotających się po świecie odmieńców, nieakceptujących prawideł życia, układających swoje własne… Genialnie skonstruowana postać, do bólu romantyczna, irracjonalna, tragiczna, niejednoznaczna. Trzeba tę książkę przeczytać, poczuć klimat ogromnego gmachu Opery, poczuć ten strach bohaterów uwięzionych w Sali Tortur  i pochylić się nad nieszczęśliwym Erykiem. Znakomite dzieło, najlepsza czytelnicza uczta, jaką można sobie wyobrazić…

niedziela, 16 lutego 2014

Kraina Czarów w muzeum

W radomskim muzeum oglądać można przesympatyczną wystawę "Spotkanie z bajką". Nie zabrakło tu oczywiście miejsca dla bohaterów z Krainy Czarów. Choć królik jest w cylindrze, a z identyfikacją pozostałych postaci, mimo zaawansowanego alicjanofilstwa, miałam spore problemy, to jednak angielski klimat tych starych kukiełek pozostał i cieszy...

piątek, 7 lutego 2014

Pierdomenico Baccalario


Ktoś z blogowiczów napisał, że czytając „Cyborię” i tak wyobrażał sobie willę Kilmore Cove i otoczenie ze znanej serii „Ulysses Moore”. Ja – niestety też. Lektura tej serii była dla mnie jednym z najwspanialszych czytelniczych przygód i pewnie wszystko, co Baccalario napisze, będzie odnosiło się już zawsze do niej. Ale tak to już jest, że czytelnicy sami często oczekują od autora powielania ulubionych motywów i cieszą się, że je znajdują w nowych wariantach. Bo „Cyboria” zaczyna się troszkę podobnie: jest dziecięcy bohater z otwartym sercem i umysłem, jest stara rodzinna Willa Błyskawica, jest tajemnicza szkatułka (miast klucza, ale pełniąca podobną funkcję) i wielka zagadka. Tyle, że tym razem bohaterowie nie wyruszają w krainy wyobraźni, ale w zupełnie realne miejsce. Nadal jednak poruszają się po przeszłości i przyszłości, linearność czasu ma tu względne znaczenie, choć w nieco inny sposób.  Otto i jego ciotka oraz jej przyjaciel wyruszają na poszukiwania Miasta Maszyn – miasta idealnego. I znajdują go, poznają jego tragiczną historię. Tak jak w Ulyssesie opis opuszczonego dworca (pamiętacie?) robił ogromne wrażenie, tak i teraz robi, być może jeszcze większe, opis opuszczonej, wyludnionej, wymarłej Cyborii. Choć powiem szczerze – momentami miałam trochę problemów z wyobrażeniem sobie wszystkich tych cudów techniki – a już przy poruszającym się domu nie mogłam sobie wyobrazić kompletnie nic… Skromne ilustracje niewiele pomogły. Ale to nic. Wyniosłam z tej książki czytelniczą rozrywkę i odprężenie po dobrym zakończeniu. A o to chodziło. Choć „Cyboria”  ma tak naprawdę kilka poziomów: starszy czytelnik odkryje w niej przede wszystkim elementy utopii i historię ludzkiego szaleństwa i geniuszu. Czytelnik zainteresowany nowoczesną technologią znajdzie tu wiele ciekawych pomysłów,  pozna wiele fascynujących zagadnień z dziedziny matematyki, robotyki i innych. Ha! Jest nawet coś dla bibliotekarzy, ale o tym na końcuJ   To naprawdę lektura warta polecenia młodym ludziom, a jeśli ktoś lubi takie „cyberiady” wyobraźni, będzie miał nie lada gratkę. Autor stworzył naprawdę spójną, logiczną opowieść (przy serii Ulysses Moore gdzieś mu momentami ta spójność uciekała). Bardzo podobało mi się powiązanie losów Cyborii z losami Europy. No i podobało mi się to, że podobno jeden z przewodników do tego kraju udaje stracha na wróble pod KrakowemJ A co dla bibliotekarzy? W poruszającym się domu znajdowała się biblioteka a w niej: „Regały z książkami w bibliotece opisano w dziwaczny sposób: książki, które chcę przeczytać od bardzo wielu lat, ale jeszcze nie miałem czasu tego zrobić; książki, których szukałem latami; książki, których nie powinienem pożyczać z żadnego powodu na świecie; książki, które mogę spokojnie odłożyć na bok, podarować lub pożyczyć; książki o tematyce, która mnie interesuje; książki interesujące, nawet jeśli ich tematyka taka nie jest; książki, które podarowano mi z błahych powodów; książki, które pasują do tych regałów”. Znaliście taki podział?