piątek, 7 lutego 2014

Pierdomenico Baccalario


Ktoś z blogowiczów napisał, że czytając „Cyborię” i tak wyobrażał sobie willę Kilmore Cove i otoczenie ze znanej serii „Ulysses Moore”. Ja – niestety też. Lektura tej serii była dla mnie jednym z najwspanialszych czytelniczych przygód i pewnie wszystko, co Baccalario napisze, będzie odnosiło się już zawsze do niej. Ale tak to już jest, że czytelnicy sami często oczekują od autora powielania ulubionych motywów i cieszą się, że je znajdują w nowych wariantach. Bo „Cyboria” zaczyna się troszkę podobnie: jest dziecięcy bohater z otwartym sercem i umysłem, jest stara rodzinna Willa Błyskawica, jest tajemnicza szkatułka (miast klucza, ale pełniąca podobną funkcję) i wielka zagadka. Tyle, że tym razem bohaterowie nie wyruszają w krainy wyobraźni, ale w zupełnie realne miejsce. Nadal jednak poruszają się po przeszłości i przyszłości, linearność czasu ma tu względne znaczenie, choć w nieco inny sposób.  Otto i jego ciotka oraz jej przyjaciel wyruszają na poszukiwania Miasta Maszyn – miasta idealnego. I znajdują go, poznają jego tragiczną historię. Tak jak w Ulyssesie opis opuszczonego dworca (pamiętacie?) robił ogromne wrażenie, tak i teraz robi, być może jeszcze większe, opis opuszczonej, wyludnionej, wymarłej Cyborii. Choć powiem szczerze – momentami miałam trochę problemów z wyobrażeniem sobie wszystkich tych cudów techniki – a już przy poruszającym się domu nie mogłam sobie wyobrazić kompletnie nic… Skromne ilustracje niewiele pomogły. Ale to nic. Wyniosłam z tej książki czytelniczą rozrywkę i odprężenie po dobrym zakończeniu. A o to chodziło. Choć „Cyboria”  ma tak naprawdę kilka poziomów: starszy czytelnik odkryje w niej przede wszystkim elementy utopii i historię ludzkiego szaleństwa i geniuszu. Czytelnik zainteresowany nowoczesną technologią znajdzie tu wiele ciekawych pomysłów,  pozna wiele fascynujących zagadnień z dziedziny matematyki, robotyki i innych. Ha! Jest nawet coś dla bibliotekarzy, ale o tym na końcuJ   To naprawdę lektura warta polecenia młodym ludziom, a jeśli ktoś lubi takie „cyberiady” wyobraźni, będzie miał nie lada gratkę. Autor stworzył naprawdę spójną, logiczną opowieść (przy serii Ulysses Moore gdzieś mu momentami ta spójność uciekała). Bardzo podobało mi się powiązanie losów Cyborii z losami Europy. No i podobało mi się to, że podobno jeden z przewodników do tego kraju udaje stracha na wróble pod KrakowemJ A co dla bibliotekarzy? W poruszającym się domu znajdowała się biblioteka a w niej: „Regały z książkami w bibliotece opisano w dziwaczny sposób: książki, które chcę przeczytać od bardzo wielu lat, ale jeszcze nie miałem czasu tego zrobić; książki, których szukałem latami; książki, których nie powinienem pożyczać z żadnego powodu na świecie; książki, które mogę spokojnie odłożyć na bok, podarować lub pożyczyć; książki o tematyce, która mnie interesuje; książki interesujące, nawet jeśli ich tematyka taka nie jest; książki, które podarowano mi z błahych powodów; książki, które pasują do tych regałów”. Znaliście taki podział?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz