środa, 9 kwietnia 2014

Justyna Bargielska "Obsoletki"

Ostro! W formie i treści. Nawet za ostro! Jeden to zaakceptuje i połknie, inny z obrzydzeniem wypluje. Ja połknęłam. Choć obruszałam się, dziwiłam, mrugałam oczami ze zdziwienia, czytałam prawie ciągiem, bo coś nie pozwoliło mi przestać.

Nigdy wcześniej nie było dobrego momentu na tę książkę. Najpierw dlatego, że czekałam na swoje dziecko, którego jeszcze nawet nie było w brzuchu, potem dlatego, że już tam było… i nie chciałam czytać o martwych płodach w słoikach. Po spotkaniu z pisarką nie było już przeproś. Tym bardziej, że okazało się, że motyw poronienia, choć przewijający się jak uporczywy lejtmotyw, nie jest tu dominujący, histeryczna próba określenia kondycji Matki Polki też nie. Ta książka bardziej o absurdzie życia mówi, iż  śmierci, a autorka broni się przed nim ciętą ripostą i mocnymi puentami. Te puenty krótkich, jednostronicowych… (no właśnie, czego, bo nie są to opowiadania, to raczej jakieś odpadki rzeczywistości) tekstów uderzają w sedno. Każde zdanie jest tu przemyślane i wstawione w odpowiednie miejsce. Każde zdanie przepracowane. Proza siermiężna, kole w oczy i formą, i treścią, zostająca gdzieś na dnie. Czasami trzeba…

1 komentarz:

  1. Książka o utracie, ale opowiedzianej bezpośrednio, szokująco, tak aby pokazać czym jest poronienie, śmierć. Poetycka proza, gdzie absurd miesza się z goryczą, ironią i groteską.

    OdpowiedzUsuń