poniedziałek, 21 lipca 2014

Wioletta Piasecka "Mała cyganeczka"

Kupiłam książkę na targach, zachęcona przez samą, przemiłą zresztą autorkę, która powiedziała mi, że jest to książka dla dzieci o Papuszy. Z zainteresowaniem więc sięgnęłam po nią, zanim jeszcze sięgnie po nią Ola, by zobaczyć, jak autorka potraktowała tę postać. Jak ją zaadaptowała dla dzieci.
Historia cygańskiej poetki pokazana jest z perspektywy dziewczynki, która zaprzyjaźnia się z małą Papuszą, gdy cygański tabor zatrzymuje się w pobliżu jej wsi, i po kryjomu uczy czytać i pisać niezwykłą przyjaciółkę. W zasadzie to jest to historia tego właśnie wątku w biografii Papuszy – małej Cyganki, która potem wyrasta na poetkę. Że jest to faktycznie historia Papuszy, świadczy subtelnie wpleciony w końcowy akapit wiersz jej autorstwa. Przede wszystkim jest to jednak ciepła opowieść o przyjaźni, która potrafi zniwelować wszelkie różnice między ludźmi. Opowieść, która każdym zdaniem krzyczy o tolerancję i pozytywne nastawienie do innych ludzi, nawet jeśli odbiegają znacznie od „naszych” kryteriów. Opowieść rozprawia się także z przykrymi stereotypami, które urosły wokół Cyganów: a najbardziej z porywaniem dzieci i kradzieżami. Jednocześnie jednak serwuje inne, równie stereotypowe i schematyczne myślenie o Romach – przede wszystkim jako o barwnej, szczęśliwej, beztroskiej społeczności, żywcem wziętej z Festiwalu Piosenki Romskiej. Nie dało się prawdopodobnie uniknąć takiego schematyzmu – to przecież książka dla dzieci. I jako taka wspaniale adaptuje te cygańskie realia. Choć jednocześnie też postać tragicznej poetki cygańskiej spłyca i infantylizuje do granicy przyzwolenia. Trochę raziły mnie te współczesne realia. Ale mimo tego to właśnie dzięki autorce książki i tylko dzięki niej, bo innej realizacji tej historii w literaturze dla dzieci nie spotkałam, mali czytelnicy mogą poznać niezwykłą  postać Papuszy, mogą dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o Cyganach i przeczytać piękną opowieść o otwarciu na „inność”. Książeczka jest do tego napisana niezwykle barwnie i sprawnie. Dobrze się to czytało mnie, będzie się dobrze czytać Oleńce.

Jedyny mankament książki to… ilustracje. I nie chcę tu wcale pisać o nich w kategorii kiczu – ktoś przecież włożył w nie serce i pracę, chodzi mi o to, że niezbyt udana Papusza przypomina tu raczej beztroską, wolną i dziką Esmeraldę. Nijak, nawet w książce dla najmłodszych, nie pasuje to do tragicznej, rzeczywistej postaci Papuszy. Wypacza tę postać, infantylizuje, robi z niej gorzką karykaturę. Tak być nie powinno. Szkoda, że ta piękna, mądra opowieść nie ma poważniejszej i „prawdziwszej” oprawy graficznej.

1 komentarz:

  1. W odniesieniu do szaty graficznej, jedyne co mi przychodzi na myśl, to tytuł jednego z większych hitów Bee Gees :P

    OdpowiedzUsuń