niedziela, 27 lipca 2014

Zbigniew Brzozowski "W miasteczku, które jak ogród Andersena..."

Brzozowski to właściwie już dzisiaj pisarz zapomniany. Trudno znaleźć w bibliotece wszystkie jego książki, w blogosferze książkowej w zasadzie nie istnieje. A szkoda. Naprawdę szkoda. Ja po lekturze jedynej w swoim rodzaju „Dychy z Kopernikiem” postanowiłam poszukać innych książek tego autora. 
Nawet nie wiem, jaka jest okładka „W miasteczku, które jak ogród Andersena…”, bo obwoluta oddzieliła się od bibliotecznego egzemplarza… Zresztą ze świecą szukać i w necie reprodukcji okładek.
Tak pozycja nie jest skierowana do dzieci, choć o nich mówi. W kilkudziesięciu krótkich miniaturkach prozatorskich autor pokazał z perspektywy dziecięcego narratora wojenne i powojenne dzieje małego miasteczka, przez które najpierw przetacza się front, potem wchodzi „cywilizacja”.  A że perspektywa jest faktycznie dziecięca, z całym zestawem dziecięcej i młodzieńczej potem (narrator dorasta przecież przez te kilka lat) mentalności i widzenia świata, autor koncentruje się na mikroświecie i drobiazgach dzieciństwa. Wojna tutaj trochę straszy, trochę fascynuje… Tłem jest zawsze zmieniająca się przyroda. Marzenia i pragnienia są zawsze na miarę dziecka. Bohaterskie czyny także.

Miniaturki powiązane są ze sobą postaciami mieszkańców miasteczka. Poznajemy kilka rodzin, ich dzieje. Są te teksty jednak jednocześnie na tyle autonomiczne, że można je czytać niezależnie od siebie. Cechą tych króciutkich opowiadań jest właśnie fragmentaryczność, wybiórczość – co odzwierciedla się także w budowie akapitów, zdań. Na pierwszy rzut oka fragmentaryczność i chaos, głębiej jednak przemyślana i precyzyjna budowa, zwieńczona niekiedy wspaniałymi puentami, zmuszającymi do dużego wysiłku intelektualnego.
Dobra, specyficzna i bardzo charakterystyczna dla autora – bo „Dycha z Kopernikiem” skonstruowana jest podobnie – proza warta uwagi. Szkoda, że tak okrutnie zapomniana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz