niedziela, 21 września 2014

Zbigniew Brzozowski "Złota kareta"

Trzecia książka zapomnianego autora, kolejne cacko, które czytałam z rozkoszą i niespotykanym rodzajem czytelniczej satysfakcji. Jeśli bowiem kogoś (tak jak mnie) interesuje komparatystyka folklorystyczno-literacka, „Złota kareta” jest lekturą obowiązkową. Znalazłam w blogosferze znakomitą recenzję tej książki: http://szuflada.net/zlota-kareta-zbigniew-brzozowski/
Tak, dokładnie, cudze chwalicie, swego nie znacie, chciałabym powtórzyć za autorką recenzji, bo taka jest konkluzja jej omówienia.
Ta niewielkich rozmiarów pozycja jest, jak cała twórczość autora, nieludzko i w sposób niezrozumiały zapomniana. Ja sama zresztą jestem pierwszym czytelnikiem egzemplarza bibliotecznego sprzed prawie 20 lat, szkoda, wielka szkoda…
Książeczka dzieli się na trzy części: Opowieść o babce i Opowieść o dawnych czarach, oraz Objaśnienia i dodatki, w których autor przytacza drukowane źródła ludowej wiedzy, z której czerpał. Dwie pierwsze części składają się z kilkunastu nimi-opowiadań. Te zaś, choć częściowo mogą być czytane niezależnie od siebie (czytelnik nie złapie wówczas jedynie ogólnej nici łączącej książkę) składają się na losy babki Barbary i jej wnuczki Kasi. W pierwszej części babcia jest już leciwa, w drugiej zaś następuje cofnięcie do czasów jej młodości, a następnie przesunięcie do czasów młodości jej wnuczki. Babcia Barbara jest skarbnicą wiedzy ludowej, kwintesencją ludowości, czarodziejskiej mocy ludowych zaklęć i mądrości. Wszystko dzieje się we współczesnych autorowi czasach, w których nie ma już miejsca na ludowe „zabobony”. W czarodziejski ludowy świat wierzy natomiast jej wnuczka Kasia – na przekór rodzicom postrzega ten świat oczami baśni i historii opowiadanych w dzieciństwie przez babkę. Ona sama wraca do „korzeni”, wybiera drogę, która już dawno nie ma prawa bytu – bo przeszkodziła jej cywilizacja i nowoczesność. Babka przekazuje jednak wnuczce to ludowe postrzeganie świata, jego czarodziejskość, i z takim bagażem wartości dziewczyna znajduje swoje miejsce w życiu. A w książce wszystko jest czarodziejskie, cały bieg wydarzeń, cała interpretacja świata. Pojawia się tu oczywiście prasłowiańska rekwizytornia i demonologia, babka dobrze żyje z utopcami, dziwożonami, czarownicami… Wszystkie te postaci demonologii ludowej próbują odnaleźć się w nowej cywilizacji, choć nie mają w niej prawa bytu. Nie jest to jednak smutny tekst o powolnym odchodzeniu od ludowych korzeni, to tekst napisany z wiarą, że siła tradycji ludowej pozostaje w człowieku na zawsze, jeśli tylko w dzieciństwie pozwolono mu na doświadczanie tej „czarodziejskości”.

Autor genialnie wplótł w te króciutkie opowiadania ogrom ludowej wiedzy o zwyczajach, obrzędach, zaklęciach. Książka napisana jest typową dla niego, NIETYPOWĄ składnią, odważną, pourywaną, poetycką do bólu. Perełka! Perełka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Czytać ją trzeba powoli, powolutku, rozkoszować się pięknem prasłowiańskich istot, pięknem czarodziejskiego świata, który walczy o swoją rację bytu, także – jak widać po losach bibliotecznego egzemplarza – w naszej pamięci…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz